Jeden teren, dwie rzeczywistości. O co naprawdę chodzi w sporze o byłe przytulisko w Budnie?
Wokół terenu po byłym przytulisku dla zwierząt w Budnie zrobiło się w ostatnich dniach wyjątkowo głośno. Wszystko za sprawą wpisu radnej Anity Jurewicz, która opublikowała w mediach społecznościowych fotografię przedstawiającą koszmarny stan tej nieruchomości. Opublikowany materiał błyskawicznie wywołał falę krytyki, skierowaną wprost w stronę burmistrza Krzysztofa Sypienia.
Na odpowiedź ze strony magistratu nie trzeba było jednak długo czekać. Na oficjalnym fanpage’u Gminy Goleniów pojawił się wpis zawierający wyjaśnienia oraz zdjęcia obrazujące rzeczywisty stan tego miejsca. Zderzenie obu przekazów wywołało u wielu mieszkańców uzasadnione pytania: czy opublikowanie tak drastycznego obrazu było ze strony radnej wyrazem autentycznej troski o mienie komunalne i wolontariat, czy też przemyślaną reakcją na obraną przez gminę politykę informacyjną?
Zapytana o tło tej sprawy radna Anita Jurewicz przesłała do naszej redakcji obszerne oświadczenie. Poniżej publikujemy pełną treść jej wyjaśnień:
Szanowna Pani Redaktor,
zapoznałam się ze stanowiskiem Gminy i komentarzem burmistrza i chciałabym uporządkować kilka kwestii.
Po pierwsze, nikt nie oczekiwał budowy w Budnie nowego obiektu, jak można wywnioskować ze stanowiska Gminy. Od początku była mowa o poprawie warunków, modernizacji i stworzeniu odpowiedniego zaplecza socjalnego dla wolontariuszy. Taki był sens zapowiadanego przez burmistrza „Psiego Azylu”.
Wolontariusze TOZ Goleniów otrzymali od burmistrza konkretne deklaracje i przez wiele miesięcy uczestniczyli w spotkaniach, komisjach i rozmowach dotyczących przyszłości tego miejsca. W dobrej wierze poświęcali swój czas i doświadczenie, ponieważ przedstawiano im perspektywę zmian.
Jeżeli burmistrz ostatecznie uznał, że wypracowana koncepcja nie będzie realizowana, należało to tym osobom jasno zakomunikować i wyjaśnić. Tymczasem dziś to z Facebooka dowiadują się, że wcześniejsze plany były „nadmierne i nieproporcjonalne do potrzeb”. Trudno uznać taki sposób prowadzenia dialogu za partnerski. Nie można zapraszać ludzi do współpracy, korzystać z ich wiedzy, doświadczenia i społecznego czasu, a następnie zmienić kierunku bez informacji, co stało się z efektami ich pracy i dlaczego wcześniejsze deklaracje zostały porzucone.
Po drugie, przywoływanie liczby psów, które w tym roku trafiły do Budna, jako dowodu na niewielką skalę problemu bezdomności zwierząt w gminie, daje co najmniej niepełny obraz sytuacji. To, że trafia tam stosunkowo niewiele zwierząt, nie oznacza, że problemu nie ma. Ogromną część pracy nadal wykonują wolontariusze TOZ, choć już bez formalnej współpracy z Gminą. Nadal reagują na sygnały mieszkańców, organizują domy tymczasowe, adopcje i pomoc dla zwierząt. Robią to bez rozgłosu, ponieważ najważniejsze jest dla nich dobro zwierząt, a nie udowadnianie, kto robi więcej. Dlatego zanim obecny „model organizacyjny” zostanie uznany za „skuteczny i wystarczający”, warto uczciwie odpowiedzieć na pytanie, jaka część problemu jest rozwiązywana poza tym systemem – dzięki społecznej pracy osób, których w gminnych statystykach po prostu nie widać.
Warto też pamiętać, że działalność TOZ w Budnie nie ograniczała się tylko do opieki nad psami i kotami. Przez lata wokół tego miejsca budowano społeczność ludzi zaangażowanych w pomoc zwierzętom, prowadzono działania edukacyjne, promowano adopcje i domy tymczasowe oraz uczono odpowiedzialnego postępowania ze zwierzętami. To był konkretny kapitał społeczny, który został zmarnowany.
Po trzecie, argument o gospodarności nie może sprowadzać się do kosztu „koszenia trawy”. Nie chodzi o estetykę, ale o elementarne utrzymanie gminnego obiektu i zabezpieczenie istniejącego majątku. Jeżeli teren zarasta do tego stopnia, że infrastruktura niszczeje, to trudno uznać podstawowe prace porządkowe jako nieuzasadnione wydatki. Co więcej, Gmina poniosła tam już konkretne nakłady finansowe. Jeżeli obecnie burmistrz twierdzi, że wcześniejsze założenia były nieproporcjonalne do potrzeb, zasadne staje się pytanie o gospodarność dotychczasowych decyzji.
Po czwarte, problemem pozostaje brak komunikacji. Przez wiele miesięcy publicznie przedstawiano określoną wizję Budna, nie było jednak równie jasnego komunikatu, że burmistrz z niej rezygnuje. O zmianie podejścia dowiadujemy się dopiero teraz, po publicznym zwróceniu przeze mnie uwagi.
Złożyłam interpelację w kwestii Budna i wystąpiłam o kopię umowy z podmiotem sprawującym obecnie opiekę nad zwierzętami. Po otrzymaniu odpowiedzi będzie można ocenić zarówno obecny model opieki nad zwierzętami, jak i całość dotychczasowych działań.
Z wyrazami szacunku
Anita Jurewicz
Burmistrz Sypień żąda sprostowania, choć sam ogłosił nowy konkurs. Urzędnicza logika w oporze


