Papierowy sukces czy realny zastój? Gorzka prawda o finansowym wyróżnieniu dla Goleniowa …
Gmina Goleniów dumnie ogłosiła swój najnowszy sukces: 42. lokata w kraju i wysokie 2. miejsce w województwie zachodniopomorskim w prestiżowym Rankingu Finansowym Samorządu Terytorialnego za rok 2025. Oficjalne komunikaty płynące z magistratu pękają w szwach od zachwytów nad stabilnością, świetnymi wskaźnikami i pozycją lidera regionu. Problem w tym, że gdy urzędnicy otwierają szampana, mieszkańcy przecierają oczy ze zdumienia. Z perspektywy ulic, rozkopanych lub porzuconych projektów i ciągłych opóźnień, to huczne świętowanie brzmi jak ponury żart.
Jak to możliwe, że gmina, w której procesy inwestycyjne od miesięcy idą rażąco opieszale, według ogólnopolskich ekspertów jest finansowym krezusem? Aby to zrozumieć, trzeba rozbić urzędowy optymizm na czynniki pierwsze i odróżnić suche tabelki w Excelu od rzeczywistości.
Finanse na piątkę, realizacja na szynach
Wysoka pozycja Goleniowa w rankingu przygotowanym przez Forum Ekonomiczne i Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu jest w pełni autentyczna – tyle że ocenia ona stan konta bankowego, a nie skuteczność w budowaniu infrastruktury. Eksperci zbadali twarde dane ze sprawozdań budżetowych, które trafiły do Regionalnej Izby Obrachunkowej.
Wynika z nich jasno: Goleniów jest gminą po prostu bogatą. Sukces ten nie jest jednak zasługą genialnych, dynamicznych decyzji urzędników, a potężnego zaplecza, jakie daje Goleniowski Park Przemysłowy. Setki milionów złotych z podatków od nieruchomości oraz udziałów w podatkach PIT i CIT, jakie generują działające tu fabryki i magazyny (w tym stale rozbudowujące się giganty), pompują budżet ponad standard większości gmin wiejsko-miejskich w Polsce.
Gmina ma gigantyczne dochody własne i bezpieczny poziom zadłużenia. Na papierze to finansowy wzór cnót. Na tym jednak dobre wiadomości się kończą.
Paradoks „chomikowania” pieniędzy
Jednym z najważniejszych kryteriów rankingu była tak zwana nadwyżka operacyjna. Mówiąc najprościej: to różnica między tym, co gmina zarobiła, a tym, co wydała na bieżące funkcjonowanie. Im wyższa nadwyżka, tym więcej punktów w rankingu.
I tu dochodzimy do sedna sprawy. Jak samorząd może sztucznie podbić ten wskaźnik? Ograniczając wydatki bieżące i opóźniając realizację zadań. Jeśli gmina przesuwa przetargi, miesiącami analizuje dokumentację, wstrzymuje drobne remonty i „chomikuje” środki na kontach, z perspektywy wrocławskich ekonomistów staje się tytanem oszczędności i stabilności.
Dla analityka w Warszawie gmina, która trzyma pieniądze w sejfie i nie wydaje ich na bieżąco, jest bezpieczna i stabilna. Dla mieszkańca, który od lat czeka na obiecany chodnik, bezpieczną drogę czy modernizację infrastruktury, ten sam stan oznacza po prostu głęboki zastój.
Sukces, który stoi w miejscu
Mieszkańcy Goleniowa doskonale znają tę rzeczywistość. Środki w Wieloletniej Prognozie Finansowej (WPF) mogą być formalnie „zabezpieczone”, procedury mogą trwać, a urzędowe analizy pączkować w nieskończoność. Przeciętny obywatel nie żyje jednak cyframi w budżecie, tylko efektami. A tych – w postaci sprawnie i terminowo kończonych inwestycji – dramatycznie brakuje. Opieszałość procedur przetargowych i ślimacze tempo decyzyjne w magistracie sprawiają, że pieniądz, zamiast pracować w terenie i zmieniać jakość życia lokalnej społeczności, leży i ładnie wygląda w statystykach.
Trudno nie odnieść wrażenia, że odtrąbiony sukces ma wymiar wyłącznie wizerunkowy. Władze gminy chętnie ogrzewają się w blasku fleszy na ogólnopolskich galach, przypisując sobie zasługi za wskaźniki, na które zapracowali przede wszystkim lokalni przedsiębiorcy i podatnicy.
Excel to nie rzeczywistość
Ranking Finansowy Samorządu Terytorialnego udowodnił jedno: Gmina Goleniów ma ogromny, niewykorzystany potencjał. Ma stabilne fundamenty i pieniądze, których zazdrości jej większość samorządów w województwie.
Zamiast jednak popadać w samozachwyt nad 42. miejscem w Polsce, włodarze powinni potraktować to wyróżnienie jako żółtą kartkę. Bogactwo na papierze staje się bowiem rażącą porażką wizerunkową w zderzeniu z inwestycyjną niemocą w terenie. Czas najwyższy, aby miliony z podatków przestały windować gminę w technokratycznych tabelach, a zaczęły w końcu pracować na ulicach Goleniowa i okolicznych sołectw. Mieszkańcy nie potrzebują kolejnego dyplomu na ścianie w gabinecie burmistrza – potrzebują realnych, sprawnie realizowanych inwestycji.
Goleniowski paradoks: Budżet puchnie, a inwestycje utonęły w pułapce kosztów stałych


