Anatomia urzędniczej fuszery: Jak „tani” remont ul. Konopnickiej zamienił się w finansowe eldorado dla wykonawcy …?
Oficjalna odpowiedź na interpelację radnej Ireny Henkelman w sprawie remontu ulicy Marii Konopnickiej odsłania kulisy urzędniczej krótkowzroczności. Z dokumentu ( odpowiedzi na interpelację ), podpisanego przez burmistrza Krzysztofa Sypienia, wyłania się obraz inwestycji przygotowanej w sposób, który budzi fundamentalne pytania o profesjonalizm i dbałość o publiczne pieniądze. Wynika z niego wprost, że przed przystąpieniem do prac wartych ponad milion złotych, nikt w magistracie nie zadał sobie trudu, aby rzetelnie zbadać stan techniczny drogi, którą planowano modernizować.
„Niespodziewany” brak podbudowy, czyli remont na ślepo
Pierwotny plan zakładał rutynową wymianę nawierzchni drogi, krawężników oraz przełożenie istniejących chodników i zjazdów. Przetarg rozstrzygnięto na kwotę 1 013 633,33 zł brutto. Szybko jednak okazało się, że rzeczywistość na placu budowy drastycznie zweryfikowała urzędnicze założenia.
Wykonawca prac, firma EUROVIA POLSKA S.A., już w listopadzie 2025 roku wystosował do urzędu dramatyczne pismo. Zgłoszono w nim okoliczności, których – zdaniem burmistrza – „nie można było przewidzieć na etapie przetargu”:
Całkowity brak konstrukcji nośnej – podłoże pod chodnikami i zjazdami nie posiadało wymaganej podbudowy ani podsypki cementowo-piaskowej.
Destrukcja materiału – dotychczasowa nawierzchnia była w tak złym stanie, że „rozpadała się” nawet przy próbie ręcznej rozbiórki, co uniemożliwiło jej ponowne wykorzystanie.
iska nośność – zjazdy ułożone były w większości wyłącznie na podsypce piaskowej.
Oficjalne potwierdzenie tych faktów nastąpiło w grudniu 2025 roku podczas sporządzenia protokołu konieczności. W efekcie burmistrz podpisał aneks opiewający na gigantyczną kwotę 630 032,62 zł brutto na dodatkową wymianę chodników i zjazdów. Oznacza to wzrost kosztów o ponad 60% względem pierwotnego zamówienia.
Pytania o odpowiedzialność i nadzór
Tłumaczenie, że brak podbudowy pod chodnikami to „nieprzewidziana okoliczność”, brzmi w realiach procesu inwestycyjnego co najmniej osobliwie. Ulica Konopnickiej od lat była uznawana przez mieszkańców i ekspertów za zdezelowaną. Trudno racjonalnie wyjaśnić, dlaczego przed ogłoszeniem przetargu i wydaniem miliona złotych z budżetu gminy nie przeprowadzono podstawowych odkrywek i badań geotechnicznych, które jednoznacznie wykazałyby stan podłoża.
Zamiast rzetelnego przygotowania projektu, zdecydowano się na realizację opartą na powierzchownych oględzinach. Dopiero reakcja wykonawcy i realne ryzyko powstawania wad technicznych zmusiły gminę do ratowania inwestycji i wyłożenia dodatkowych, ogromnych środków. Taki tryb procedowania rodzi poważne wątpliwości dotyczące gospodarności oraz skuteczności nadzoru nad przygotowaniem kluczowych projektów infrastrukturalnych w Goleniowie.
Likwidacja odpływów deszczowych – problem przerzucony na mieszkańców
Dodatkowe kontrowersje budzi sprawa odwodnienia. W ramach realizowanych prac urzędnicy podjęli decyzję o całkowitej likwidacji rur odprowadzających wodę deszczową z prywatnych posesji na drogę. Jak wskazano w odpowiedzi na interpelację, wyloty te przebiegały pod chodnikami i negatywnie wpływały na ich nośność.
Gmina, powołując się na przepisy techniczno-budowlane, jednoznacznie wskazała, że właściciele nieruchomości muszą teraz zagospodarować wody opadowe we własnym zakresie, na terenie swoich posesji. Choć litera prawa formalnie nakłada taki obowiązek na dysponentów działek, nagłe odcięcie dotychczasowych odpływów w trakcie przedłużającego się remontu stawia wielu mieszkańców w skrajnie trudnej sytuacji.
Inwestycja wciąż nie została zakończona, a końcowy odbiór prac przez inspektora nadzoru dopiero przed nami. Sprawa ul. Konopnickiej z pewnością pozostanie jednym z najbardziej jaskrawych przykładów tego, jak brak wstępnych analiz technicznych potrafi drastycznie obciążyć finanse samorządu.
Podwyżki za śmieci w Goleniowie przegłosowane: więcej od lipca, a od stycznia rewolucja w systemie


