DLACZEGO WYWÓZ SZAMBA W GOLENIOWIE BYWA DROŻSZY NIŻ ZE STARGARDU?
Są takie sprawy, które w samorządach nie krzyczą na bilboardach, nie mają wstęg do przecięcia i nie robi się do nich konferencji prasowej. A jednak dotyczą tysięcy ludzi co miesiąc. Wywóz nieczystości ciekłych to jedna z nich — obowiązkowa, regularna i… coraz częściej irytująco droga.
Bo jak to możliwe, że mieszkańcowi Goleniowa bardziej opłaca się zamówić beczkowóz ze Stargardu niż skorzystać z „lokalnego” dostawcy?
Najpierw: to nie jest usługa „dobrowolna”
Jeśli dom nie jest podłączony do kanalizacji, nie ma filozofii: trzeba korzystać z usług asenizacyjnych — szambo albo osadnik z przydomowej oczyszczalni muszą być opróżniane. I nie wystarczy „załatwiać to po znajomości”. Prawo jest tu konkretne:
– właściciel nieruchomości ma obowiązek mieć umowę z uprawnioną firmą,
– musi też trzymać dowody opłat,
– gmina może to kontrolować, a brak dokumentów może skończyć się karą nawet do 5000 zł.
To ważne, bo mówimy o koszcie, którego nie da się ominąć. Można co najwyżej wybrać, komu się płaci.
A tu robi się ciekawie: w przeciwieństwie do śmieci — jest wybór
W przypadku odpadów komunalnych stałych gmina organizuje system i w praktyce mieszkańcy nie wybierają firmy. Ale przy nieczystościach ciekłych jest inaczej: ustawa nie daje monopolu. W teorii każdy właściciel może wybrać przedsiębiorcę z rejestru działalności regulowanej — nawet spoza gminy, jeśli firma ma wymagane zezwolenia.
Czyli: tak, możesz zamówić usługę z innej miejscowości. I coraz więcej osób to robi.
Skąd więc różnica cen?
Mieszkańcy relacjonują, że lokalny PGK Goleniów potrafi być droższy niż prywatne firmy z dalszych miejscowości, np. ze Stargardu. Różnice — według tych relacji — sięgają nawet około 20–30%. W praktyce przy zbiorniku 10 m³ może to oznaczać 100–200 zł „w plecy” za jeden wywóz. A jeśli wywozisz regularnie — robi się z tego roczny rachunek, który już boli.
dobrze: dlaczego tak się dzieje, skoro PGK jest „na miejscu”?
1) Bliskość nie zawsze wygrywa z rachunkiem ekonomicznym
To intuicyjne: dalej = drożej, bo paliwo, czas, kilometrówka. Tyle że w asenizacji liczy się nie tylko dystans, ale logistyka. Prywatna firma może:
zbierać zlecenia z większego obszaru, planować trasę tak, by „po drodze” obsłużyć kilku klientów, rozłożyć koszt dojazdu na większą liczbę usług.
Wtedy 30 km nie robi wrażenia — jeśli po drodze stoją kolejne zlecenia.
2) PGK działa w komfortowych warunkach „dominującego dostawcy”
PGK Goleniów to spółka komunalna obsługująca kilka gmin (m.in. Goleniów, Przybiernów, Stepnicę, Osinę, Maszewo). Jest blisko, ma ugruntowaną pozycję i często jest wyborem „z rozpędu”: bo zawsze tak było, bo to lokalne, bo „najbezpieczniej”.
Problem w tym, że gdy klient jest „z automatu”, presja na konkurowanie ceną bywa mniejsza. I tu pojawia się mechanizm, który w samorządach powtarza się jak refren: quasi-monopol nie musi być formalny, żeby działał jak monopol.
3) Prywatni muszą walczyć o klienta, a PGK nie zawsze musi.
Prywatne firmy — takie jak wspomniana PAK Asenizacja — żyją z rynku. Jeśli przesadzą z ceną, klient znika. Dlatego tną marże, optymalizują koszty i specjalizują się w jednym.
PGK, jako spółka komunalna, często działa szerzej (różne zadania, koszty stałe, struktura), a ceny bywają ustawiane na poziomie, który ma „spinać” cały system.
Nie zawsze oznacza to złą wolę. Czasem oznacza po prostu droższą organizację pracy.
Największy paradoks? Wiele osób nie wie, że może wybrać. Najbardziej „samorządowy” element tej historii nie jest w cenniku, tylko w nawyku. Wielu mieszkańców korzysta z usług PGK, bo: nie sprawdzali alternatyw, nie wiedzieli, że wolno, zakładali, że „gminne” = jedyne.
A rynek asenizacji działa dziś jak normalny rynek: wszyscy płacą więcej za paliwo i sprzęt, ale tam, gdzie jest konkurencja, wciąż da się znaleźć realne oszczędności.
Wniosek prosty jak rachunek
Skoro to usługa obowiązkowa — tym bardziej warto być klientem świadomym. Nie trzeba robić rewolucji, wystarczy wykonać jeden telefon więcej, porównać stawki i upewnić się, że firma ma wymagane uprawnienia.
Bo w tej historii nie chodzi o wielką politykę. Chodzi o coś bardziej przyziemnego: żeby mieszkańcy nie dopłacali do „świętego spokoju” — zwłaszcza wtedy, gdy spokój kosztuje o 30% więcej.
Grzegorz Gwadera
……………………………………..
PRZEDRUK
Powyżej publikujemy w całości artykuł autorstwa Grzegorza Gwadery, opublikowany pierwotnie na blogu „Goleniów za kurtyną”.
Tekst stanowi opinię autora i nie jest stanowiskiem redakcji Goleniów24.info.
Redakcja nie ingerowała w treść artykułu.
Redakcja informuje, że w przypadku otrzymania stanowiska osoby, której dotyczy artykuł, zostanie ono opublikowane









Wystarczyło kilka stopni na minusie żeby wystąpiła „awaria” na zlewnii, podobno coś zamarzło, nie przyjmują szambiarek, strach pomyśleć co będzie do poniedziałku.