Twarda Ścieżka …
Kiedy współczesna medycyna nie znajduje odpowiedzi na wszystkie problemy ludzie często zwracają się w stronę medycyny alternatywnej i intrygujących ceremonii mających zapewnić zdrowie i życiową równowagą. W przypadku choroby czy życiowego niepowodzenia coraz częściej poszukujemy pomocy u różnego rodzaju szamanów. Choć naukowcy spierają się o pochodzenie słowa szaman i szamanizm to każda kultura może pochwalić się swoim odpowiednikiem. W początkach Polski rolę szamana przypisywano guślarzom i żercą. Kiedy kultura słowiańska została wyparta podobną rolę przejęli księża i zakonnicy jednak ograniczając swoje myślenie do dogmatów religijnych. We współczesnej Polsce kiedy standardowa droga medyczna i duchowa narzucona przez główną religię okazała się niewystarczająca dla każdego, znów zaczęto poszukiwać niestandardowych rozwiązań. Alternatywną drogą medyczną mogą być zioła i grzyby. Kiedy to za mało leczenie trzeba rozszerzyć lub wybrać całkowicie inną metodę. Na drodze do zdrowia pojawiają się medytacje, ceremonie szamańskie i zdrowe jedzenie, a przede wszystkim odpoczynek. Zbierając o wszystko w jedną całość zaczynamy rozumieć, że jest to coś więcej. To jest właśnie Twarda Ścieżka.
Twarda ścieżka?
Z terminem Twardej Ścieżki spotkałem się dopiero parę lat temu. Na zaproszenie Pawła Zawendowskiego, u którego uczestniczyłem wcześniej w Męskich Kręgach pojechałem do okolic Gryfina wziąć udział w warsztatach pod szyldem Twardej Ścieżki. Kilkudniowe spotkanie z szeregiem ceremonii prowadził jeden z prekursorów tego nurtu w Polsce, Jan Szeliga. Czym w takim razie jest Twarda Ścieżka, a czym nie jest?
Terminu „Twarda Ścieżka” jako pierwszy użył Wojciech Jóźwiak, żeby usystematyzować szereg działań miękkich i twardych, w których uczestniczy się w celu rozwoju, przemiany i samopoznania swojego ciała i ducha.
Działania według Twardej Ścieżki nie są zamkniętą listą. Skupiają się na dwóch aspektach monotonizacji i ekstremalizacji. Po przez monotonizacje rozumiemy najczęściej medytacje przy bębnie czy marsze transowe. W grupie działań ekstremalnych najczęściej pojawiają się chodzenie po ogniu, szałas potu czy zakopywanie żywcem.
Każde z działań może wywołać pozytywne efekty, zmusić do refleksji i rozwoju, ale uwagę ludzi najbardziej przykuwają najbardziej ekstremalne i egzotyczne ceremonie.
Pierwsza z nich, chodzenie po ogniu zaczerpnięta została z Polinezji gdzie Kahuni praktykowali przejście po rozżarzonych węglach. Wzmianki o podobnych praktykach można znaleźć w historii starożytnego Rzymu, w kulturach Afrykańskich czy Indiach. W Europie można spotkać się z chodzeniem po węglach w Bułgarii, gdzie jest to znane jako nestinarstwo lokalnie uznawane za formę tańca. Sięgając dalej można natrafić na informację o „chodzeniu po ogniu” jako pogańskiej ceremonii praktykowanej przez Traków. Jak przebiega ceremonia?
Prowadzący przygotowuje z innymi uczestnikami ognisko. Zanim ogień strawi drewno pozostawiając rozżarzone węgle uczestnicy grając na przygotowanych instrumentach (najczęściej bębnach i grzechotkach) wybijając wspólny rytm i wprowadzając się w trans. Po wypaleniu drewna prowadzący rozgarnia pozostałe niedopalone części pozostawiając ułożoną ścieżkę czerwonych węgli. Przed pierwszym przejściem uczestnicy często grają jeszcze na instrumentach, ale samo przejście przebiega już w ciszy. Przed przejściem prowadzący instruuje adeptów Twardej Ścieżki w jaki sposób mają stawiać stopy, jak ma wyglądać postawa ciała i w jaki sposób mają mentalnie podejść do próby. Uczestnicy jeżeli chcą, mogą zmoczyć stopy w przygotowanej wodzie, ale nie jest to konieczne. Pokonanie ścieżki z gorejących węgli najczęściej wywołuje w uczestnikach euforie i ekstazę po pokonaniu własnego lęku, słabości. Jest to próba odwagi, zmierzenia się ze sobą i pokonania swoich ograniczeń.
Inną znaną praktyką jest Szałas potu. Najbardziej znanymi formami jest Szałas potu zwany Temazcal pochodzący z Ameryki Łacińskiej i Sweat Lodge znany w Ameryce Północnej. W praktykach Twardej Ścieżki prowadzący częściej wzorują się na Sweat Lodge chociaż każdy z nich może mieć wypracowaną inną formę praktyki. Ceremonia szałasu potu zaczyna się od wyznaczenia odpowiedniego miejsca. Na płaskim terenie uczestnicy kopią dołek o odpowiednich wymiarach, do którego później wkładane są czerwone z gorąca kamienie. Zanim do tego dojdzie budowany jest szałas na planie okręgu. Wysokość w środku nie pozwala na pozycję stojącą, a jedynie pozycje siedzącą. Wejście znajduje się od kierunku północnego. Szkielet szałasu przykrywany jest kocami i płachtami tak aby całkowicie odciąć dostęp światła poza wejście, które również jest przykrywane. Przed wejściem uczestnicy wspólnie budują ołtarz dla matki ziemi przyozdobiony ziołami, korą, liśćmi, kwiatami czy patykami. Ołtarz ma przypominać żółwia, który symbolizuje życie na ziemi. Uczestnicy pozostawiają na ołtarzu przedmioty, które chcieliby uświęcić, energetyzować mocą jaka wyzwala się podczas ceremonii. Wnętrze wybudowanej konstrukcji jest łonem matki ziemi. Wejście do szałasu stanowi marsz z życia na ziemi do wnętrza matki ziemi.
Kiedy szałas jest gotowy rozpalane jest wcześniej przygotowane ognisko gdzie rozgrzewane są kamienie. W dalszym etapie uczestnik pełniący rolę ogniomistrza będzie dostarczał kamienie do środka szałasu łopatą lub widłami.
Przed wejściem uczestnicy ceremonii nadzy lub ubrani w lekkie tkaniny nie przylegające do ciała i nie wchodzące w reakcje chemiczną pod wpływem temperatury, zostając okadzeni białą szałwią, piołunem lub palo santo. Wchodząc do szałasu uczestnicy wypowiadają słowa „wszystko co ze mną” lub „wszystkie moje związki” co ma symbolicznie spowodować zabranie do szałasu swoich relacji i problemów Wychodząc powtarza się te same słowa zabierając swoje sprawy razem ze sobą. W całkowitej ciemności rozpoczyna się indiańska sauna. Ceremonia podzielona jest na cztery bramy żywiołów ziemi, ognia, wody i wiatru. Można spotkać różną kolejność bram. Brama ognia jest zawsze najgorętsza i najbardziej wymagająca fizycznie. Prowadzący przedstawia dany żywioł. Prowadzi też śpiew lub przemawia. Tutaj można spotkać się z różnicami w zależności od osoby prowadzącej. W trakcie ceremonii uczestnicy mają możliwość przemyślenia problemu, relacji lub myśli, z którą przyszli. Wysoka temperatura i ceremonialna oprawa bardzo często daje niespodziewane efekty w postaci niekonwencjonalnego rozwiązania problemu i jego zrozumienia. Zdarzają się omamy słuchowe i fizyczne. W niektórych przypadkach uczestnicy nie odczuwają zaskakującej zmiany w trakcie ceremonii, ale później, nawet kilka dni lub tygodni po jej zakończeniu. Na poziomie fizycznym szałas wywołuje głębokie oczyszczenie i detoksykację.
Najbardziej ekstremalną ceremonią dla wiele osób jest Pogrzeb Wojownika czyli noc w wykopanym przez siebie grobie. O rytualnym zakopywaniu pochodzącym z Meksyku wspominał już Carlos Castaneda. Później Victor Sanchez szerzej opisał całą ceremonię jej przebieg i wpływ na człowieka.
Cały proces przemiany zaczyna się długo przed wejściem do grobu. Uczestnicy wybierają miejsce i na podstawie swojego obrysu ciała wykopują nieco szerszy prostokąt, w którym spędzą noc. Na szerokości prostokątu układają deski lub patyki, żeby później przykryć je kocem lub plandeka i zasypać ziemią. Viktor Sanchez w swojej wersji proponował pozostawiać niedużą przestrzeń na dopływ powietrza, ale można też spotkać się z unowocześnionymi wersjami z wykopanym otworem wentylacyjnym. Wykopanie grobu zajmuje kilka godzin. Uczestnicy o zmroku, przy dźwiękach rytualnego bębna wchodzą do wykopanego dołu. Prowadzący zatykają otwór wejściowy i przykrywają wszystko cienką warstwą ziemi tak aby całkowicie odciąć dostęp światła. Nad uczestnikami, przy ognisku czuwa prowadzący od czasu do czasu grając na bębnie lub innych instrumentach. Wewnątrz grobu uczestników mogą dopaść zaburzenia przestrzenne, halucynacje i lęki, z którymi mierzą się jeśli chcą. Ceremonia ma na celu pokonanie swoich lęków, ale również może pomóc w odnalezieniu spokoju i odpowiedzi na pytania czy problemu z którymi zmagają się uczestnicy.
Chodzenie po rozżarzonych węglach, Szałas potu i Pogrzeb wojownika to najbardziej zapadające w pamięć i ekstremalne elementy Twardej Ścieżki, ale tak samo duże znaczenie mają działania miękkie jak wspólne medytacje, marsze transowe, vision questy, które często odbywają się podczas warsztatów. Zdarza się, że działania pozornie najmniej ekstremalne jak kontakt z ludźmi, wspólne doświadczenia pozwalają stanąć uczestnikom na nogi i dokonać przełomu w swoim życiu.
Moje doświadczenia
Wiosna obecnego roku była dla mnie wyjątkowo stresująca. Dopiero co zaleczyłem trzymiesięczną kontuzję barku, a już odezwał się „ząb mądrości”. Po jej wyrwaniu spędziłem tydzień na rekonwalescencji wciąż pracując. Liczne zobowiązania zawodowe i stres z nimi związany przygniótł mnie bardzo mocno nieuchronnie prowadząc do katastrofy. Cieszyłem się więc na wyjazd do Lesicy w województwie Dolnośląskim na warsztaty z Twardej Ścieżki mające się odbyć w trakcie czerwcowego przesilenia. Liczyłem, że w końcu odpocznę czując, że powoli organizm odmawia mi posłuszeństwa. W dzień wyjazdu po śniadaniu odwiedziłem toaletę i z pewnym niepokojem stwierdziłem, że w podczas dłuższego posiedzenia pojawiła się odrobina krwi. Spuściłem wszystko niepamięć zastanawiając się co jadłem poprzedniego dnia. Wyruszyłem w kilkugodzinną podróż na drugi koniec Polski. Przed samym finałem zatrzymałem się w Międzylesiu na obiad. Po posiłku znów odwiedziłem toaletę. Tym razem miałem wrażenie, że mój żołądek eksploduje. Pojawiło się sporo krwi z czegoś co za pewne pękło. Mocno przestraszony opuściłem restaurację przy miejscowym rynku. Przez chwilę w samochodzie zastanawiałem się co zrobić będąc pięćset kilometrów od domu z takim, a nie innym problemem. Zdecydowałem spróbować wziąć udział w warsztatach, a jeśli mój stan się pogorszy wtedy postanowiłem zgłosić się do lekarza, zapewne najbliżej w Kłodzku. Czekała by mnie nieuchronna gastro i kolonoskopia. Poszedłem pod prąd dając szansę medycynie naturalnej. Kilka dni brałem udział w warsztatach. Z rana ćwiczyłem jogę, która choć nie jest częścią Twardej Ścieżki może być dobrym uzupełnieniem. Jadłem dobre produkty, bez mięsa, cukru, kofeiny i alkoholu. Uczestniczyłem we wspólnych kręgach, medytacjach i marszach transowych, że w końcu przejść po rozżarzonych węglach i spędzić wyczerpującą noc kupały w szałasie potu. Na trzeci dzień ze strachem musiałem skorzystać z toalety. Okazało się, że niepokojące objawy ustały. Znów wszystko było dobrze. Po powrocie do domu zastosowałem leczenie ziołami i siemię lnianym, które miały zregenerować florę jelitową i osłonić żołądek. Tak naprawdę powinienem zgłosić się do lekarza, ale tego nie zrobiłem na własną odpowiedzialność. Wyjazd w góry, szamańskie ceremonie, zdrowe jedzenie i odpoczynek okazały się bardzo pomocne. To było trudne choć ciekawe doświadczenie. Moja wiedza na temat Twardej Ścieżki nadal pozostaje znikoma. Żeby dowiedzieć się więcej zapytałem jednego z głównych prowadzących warsztaty Twardej Ścieżki w Polsce, Jana Szeligę o rozwinięcie tematu.
Wywiad z Janem Szeligą, prekursorem Twardej Ścieżki
Przez wiele lat prowadziłeś warsztaty Twardej Ścieżki. Coraz częściej mówisz o zakończeniu swoich warsztatów, na co nie chce zgodzić się wielu obecnych i byłych uczestników. Jeżeli nawet zbliżasz się do końca Twardej Ścieżki to opowiedz jak ta droga się zaczęła?
Moje zainteresowanie tym tematem zaczęło się od czytania książek. Czytając książki o Hunie, natrafiłem na opisy tego, jak Hawajscy kahuni chodzili po ogniu. Bardzo mnie to wtedy zafascynowało i chciałem tego sam doświadczyć.
Okazja trafiła się kilka lat później, gdy w 2002 r. trafiłem na warsztaty które prowadził Wojciech Jóźwiak. Na warsztatach tych po raz pierwszy w życiu spotkałem się z takimi praktykami jak chodzenie po ogniu i szałas potu.
Praktyki te wywarły na mnie ogromne wrażenie. Bardzo mi się wtedy spodobały i postanowiłem takie doświadczenia powtarzać raz na jakiś czas. Powtarzałem je kilka razy do roku w różnych miejscach i z coraz to nowymi uczestnikami, którzy zaraz po ich odbyciu stawali się ich zwolennikami i razem ze mną uczestniczyli w nich wiele razy.
W jaki sposób zostaje się szamanem i prowadzi takie warsztaty?
Po pierwsze chciałbym zaznaczyć, ze nie jestem szamanem i nigdy tak się nie nazywałem. Warsztaty w których brałem udział często nazywano „warsztatami szamańskimi”. Jednak Wojciech Jóźwiak wymyślił termin „Twarda Ścieżka” i zaczął swoje warsztaty nazywać Warsztatami Twardej Ścieżki. Zostały też określone odpowiednie reguły co do tego kim są prowadzący takie warsztaty i co na takich warsztatach się odbywa.
Zbiór tych zasad znajduje się na stronie autora: https://www.taraka.pl/twarda_sciezka_definicja
Jak długo trwała nauka i jak wyglądały twoje pierwsze warsztaty?
Moja nauka trwała kilka lat. W tym czasie wielokrotnie brałem udział w warsztatach które prowadził Wojciech Jóźwiak. Razem z moimi przyjaciółmi na Podkarpaciu spotykaliśmy się raz na jakiś czas i robiliśmy szałasy potu. Były to spotkania tylko dla znajomych.
Pierwsze moje warsztaty które oficjalnie zorganizowałem i szerzej ogłosiłem, odbyły się w 2010 r na Podkarpaciu. W programie warsztatów znalazły się takie praktyki jak: szałas potu, chodzenie po ogniu i podróże przy bębnie.
Jakie najciekawsze historie możesz przytoczyć po wielu latach prowadzenia warsztatów?
Takich ciekawych historii w ciągu ponad 20 letniej mojej praktyki było bardzo wiele.
Ciągle jestem pod wrażeniem tego jak świat przyrody reaguje na nasze myśli.
Jedną z praktyk którą robię na zakończenie warsztatów jest praktyka nazywana „wysyłaniem orłów”. W czasie gdy wizualizowaliśmy latające nad nami orły, bardzo często zdarzało się, że prawdziwe orły zaczęły nad nami latać, chociaż nie pokazywały się one nam wcześniej.
Innym razem gdy wygłaszaliśmy mowy w szałasie potu, odezwał się jeleń – moje zwierzę mocy.
Było też wiele takich sytuacji, gdy pogoda poprawiała się na czas naszych warsztatów, bo ponownie się pogorszyć zaraz po ich zakończeniu.
Jakie najważniejsze rzeczy, wartości, informacje chciałbyś przekazać młodszym pokoleniom po wielu latach doświadczeń?
Jedną z najważniejszych zasad jakie stosowałem na moich warsztatach było to, aby stworzyć jak najlepsze warunki do tego, aby uczestnicy moich warsztatów mogli jak najwięcej z tego wynieść dla samych siebie. Dlatego uważam, że bardzo ważne jest to, aby perfekcyjnie przygotować wszystko pod względem organizacyjnym oraz stworzyć przyjemną i spokojną atmosferę dla wszystkich uczestników warsztatów. Ważne jest też to aby „pokazać uczestnikom warsztatów to gdzie mają patrzeć, a nie mówić im o tym, co mają widzieć”.
Jakie masz plany na przyszłość wobec warsztatów Twardej Ścieżki?
Moje plany na przyszłość w dużej mierze uzależnione będą od stanu mojego zdrowia. Prowadzenie warsztatów to jest bardzo duży wysiłek zarówno fizyczny jak i energetyczny. Sam dojazd na miejsce warsztatów szczególnie wtedy gdy do przejechania jest kilkaset kilometrów, też wymaga dużego wysiłku. Dlatego raczej będę się ograniczał do prowadzenia warsztatów w pobliżu mojego miejsca zamieszkania na Podkarpaciu.
Uważam, że praktyka szałasu potu jest warta tego, aby ją odbywać jak najczęściej. Dlatego w miarę możliwości będę się starał ją zorganizować kilka razy w roku.
Dziękuje za poświęcony czas.
Twarda Ścieżka to nie polski szamanizm, choć zawiera elementy wpisujące się w takie stwierdzenie. Być może to coś więcej niż kilka praktyk, pewien impuls łączących budzących się do życia w innej świadomości ludzi. Może to być tylko zbiór pewnych elementów, albo jak nazwa wskazuje ścieżka, która łączy pojedyncze jednostki, które po niej kroczą, żeby zobaczyć więcej i szerzej niż oferuje nam współczesny świat.
Radosław Stopka








