Goleniowska Rada Milczenia: Czy radni zapomnieli, kogo reprezentują?
Nadeszły czasy, w których głos zwykłego mieszkańca, tego przysłowiowego „zjadacza chleba”, odbija się od ścian sali obrad jak od muru milczenia. Obserwując to, co dzieje się w kuluarach goleniowskiego magistratu oraz śledząc relacje na linii Burmistrz – Rada Miejska, trudno nie odnieść wrażenia, że mechanizm kontroli władzy w naszym mieście po prostu wyparował ! Zamiast rzeczowego sporu i walki o interesy podatników, mamy do czynienia z dziwną, niemal sielankową symbiozą, w której jedyną rolą mieszkańca jest bezdyskusyjne finansowanie coraz droższych pomysłów włodarzy.
Bilans tej kadencji jest dla naszych domowych budżetów bezlitosny. Podatki od nieruchomości podniesiono nam już dwukrotnie, a to dopiero początek finansowego drenażu. Na stole leży już propozycja drastycznego skoku opłaty za śmieci – z 30 na 39 złotych. Każdy, kto choć trochę orientuje się w lokalnej rzeczywistości, wie doskonale, że za chwilę uderzy w nas kolejna fala w postaci podwyżek cen wody. Pytanie, które ciśnie się na usta, jest proste i brutalne zarazem: kto nas dzisiaj broni? Gdzie są ci, którzy w kampanii wyborczej obiecywali stać na straży naszych interesów?
Jeszcze nie tak dawno sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Można było mieć różne poglądy, ale w poprzedniej kadencji istniała w tej radzie prawdziwa, twarda siła kontrolna. Radni tacy jak Mituła czy Gręblicki, a nawet obecny burmistrz ( wówczas radny ) Sypień potrafili bez wahania tupnąć nogą i patrzeć władzy na ręce w każdej, nawet najmniejszej sprawie. Nawet radni Prawa i Sprawiedliwości w kwestiach społecznych stanowili solidną zaporę dla pomysłów burmistrza. Dzisiaj ta bariera zniknęła. Zapanowała bezkrytyczna zgoda, która budzi niepokój. Wygląda na to, że radni weszli z burmistrzem w relacje tak bliskie, że skutecznie odebrało im to odwagę do zadawania trudnych pytań.
A pytań jest przecież mnóstwo i to wcale nie tych z gatunku łatwych. Inwestycje realizowane z naszych wspólnych pieniędzy wołają o pomstę do nieba. Przykład ulicy Konopnickiej pokazuje, że to nie wybrani przez nas reprezentanci, a czujni mieszkańcy muszą wyręczać radnych w wykrywaniu rażących nieprawidłowości. Kolejnym przykładem jest kolumbarium, które ledwo co zostało odebrane, a już wymaga poprawek. W normalnych warunkach takie sytuacje powinny wywoływać burzliwą dyskusję i stanowcze reakcje w radzie, tymczasem słyszymy jedynie ciszę. Coś sprawiło, że radni, na których tak bardzo liczyliśmy, nagle stracili głos.
Szanowni Państwo, musimy to sobie powiedzieć otwarcie: postawiliśmy na złe konie. To wstyd, by w organie stanowiącym o losach tysięcy ludzi nie znalazł się nikt, kto miałby odwagę wystąpić przeciwko narzucanej nam drożyźnie. Pozwoliliśmy, by w Goleniowie zapanował układ, w którym mieszkaniec jest traktowany jak bezdenna skarbonka. Liczę na to, że wśród państwa radnych nastąpi jeszcze chwila refleksji i przebudzenie z tego letargu. Bo na ten moment, w tej radzie, nas – zwykłych ludzi – już po prostu nie ma kto reprezentować.







