wtorek, 10 lutego, 2026
spot_img
Strona głównaFelieton„Zamiast tablicy – kino” - FELIETON

„Zamiast tablicy – kino” – FELIETON

„Zamiast tablicy – kino” – FELIETON

W środowisku nauczycielskim znów zawrzało. Tym razem powodem nie są ani pensje zasadnicze, ani warunki pracy, lecz sposób rozliczania godzin ponadwymiarowych. Zgodnie z nowymi przepisami Ministerstwa Edukacji Narodowej wynagrodzenie przysługuje jedynie za faktycznie przeprowadzone zajęcia. Jeśli więc lekcja nie odbyła się, bo uczniowie poszli do kina, teatru czy na wycieczkę – nauczyciel nie otrzyma zapłaty.

Reakcja? Oburzenie. W jednej z goleniowskich szkół zapowiedziano nawet formę protestu – nauczyciele mieliby odmawiać uczestnictwa w wyjściach i wyjazdach edukacyjnych. Brzmi poważnie. Tyle że w istocie trudno tu mówić o jakimkolwiek przymusie. W XXI wieku, w czasach powszechnego dostępu do kultury, uczniowie naprawdę nie potrzebują szkolnych wycieczek, by obejrzeć film czy spektakl. Jeśli są zainteresowani – pójdą w weekend z rodzicami lub przyjaciółmi.

Nieco ironicznie brzmi więc argument, że nauczyciele zostają „pokrzywdzeni”, bo nie dostaną pieniędzy za lekcje, które się nie odbyły. W końcu nikt nie płaci lekarzowi za pacjenta, który nie przyszedł, ani kierowcy autobusu za kurs, który został odwołany. Nauczyciel też jest pracownikiem, a jego wynagrodzenie – choć wciąż zbyt niskie – powinno dotyczyć pracy rzeczywiście wykonanej.

Tymczasem w tej dyskusji kryje się coś znacznie ważniejszego – pytanie o sens i etos zawodu. Nauczyciel przede wszystkim powinien kształcić, a każda lekcja – te 45 minut spędzone z uczniami – powinna być naprawdę wykorzystana.

W dobie, gdy rodzice masowo inwestują w korepetycje, płacąc niemałe pieniądze, absurdalne jest to, że młodzi ludzie tracą kolejne godziny na oglądanie filmów czy spektakli, które z powodzeniem można zobaczyć po lekcjach. Szkoła nie jest od organizowania rozrywki. Jeśli nauczyciel rzeczywiście uważa, że jego przedmiot wymaga kontaktu z kulturą, może przecież zorganizować wyjście w sposób przemyślany – tak, by inni nauczyciele nie tracili swoich godzin, a uczniowie nie zalegali z materiałem.

Bo czy naprawdę o to chodzi, by dzieci co chwilę wychodziły ze szkoły? Dziś to już niemal plaga. Na pięć dni nauki zdarzają się klasy, które dwa spędzają poza szkołą: raz w kinie, raz na farmie ziemniaczanej, gdzie „uczą się życia w naturze”. To nie edukacja, to strata czasu. A przecież programy są przeładowane, materiał coraz trudniejszy. W szóstej klasie dzieci analizują tkanki biologiczne, których nazwy pamięta potem tylko podręcznik. Nauczyciel, zamiast tłumaczyć i rozwijać zainteresowania, często ogranicza się do kartkówki, sprawdzianu i pracy klasowej. Bo wcześniej nie było czasu – ktoś był chory, ktoś na wycieczce, ktoś „z klasą w terenie”.

Przede wszystkim jednak warto przypomnieć, że zadaniem nauczyciela jest uczyć. To w klasie, przy tablicy, odbywa się prawdziwa praca wychowawcza. To tam można zaszczepić ciekawość świata, a nie w ciemnej sali kinowej, wśród chrupania popcornu i szeptów.

Nie chodzi o to, by odbierać nauczycielom prawo do sprzeciwu. Chodzi o to, by pamiętać, że zawód ten wiąże się z pewnym zobowiązaniem – moralnym, intelektualnym i społecznym. Uczyć to znaczy wymagać – także od siebie.

RELATED ARTICLES

1 KOMENTARZ

  1. Otóż jakże niedoinformowana autorka felietonu. Wycieczki to jest tylko koniuszek góry lodowej. Proszę poczytać o konsekwencjach w przypadku egzaminów, maturalnego, zawodowych i innych. Proszę poczytać o lekcjach nauczania indywidualnego i zindywidualizowanej ścieżce kształcenia. To nie jest problem prosty, a ten felieton do takiego go sprowadza. No ale jak to felietony, powinno się traktować z przymrużeniem oka. W tym przypadku najlepiej całkiem je zamknąć.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Most Popular

Recent Comments