„Naciągane trójki” i niepokój o przyszłość dzieci. Radna Aleksandra Muszyńska-Popielarczyk punktuje stan goleniowskiej oświaty
Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej w Goleniowie gorącą dyskusję wywołała sprawa raportu o stanie oświaty. Głos w debacie zabrała radna Aleksandra Muszyńska-Popielarczyk, która nie kryła swojego zaniepokojenia poziomem nauczania, skutkami oświatowych reform oraz rosnącymi problemami rodziców. W ostrych, ale merytorycznych słowach podsumowała kondycję lokalnych szkół.
Statystyka a rzeczywistość: „To naciągana trójka”
Choć oficjalne statystyki pokazują, że wyniki egzaminu ósmoklasisty w gminie Goleniów plasują się powyżej średniej powiatowej, radna postanowiła spojrzeć na te liczby bez urzędowego lukru.
„Chciałbym tutaj z tych procentów przejść bardziej na namacalne oceny, jakie kiedyś istniały, które też dawały takie światło, jaki jest stan edukacji” – rozpoczęła swoją wypowiedź radna.
Bezlitośnie przełożyła gminne średnie procentowe na oceny szkolne, stawiając diagnozę, która może niepokoić rodziców:
„Nie ukrywam, że jako rodzic jestem bardzo zaniepokojona przyszłością naszej edukacji oraz wykształceniem naszych dzieci. Gdybyśmy zrobili takie podsumowanie, to tak naprawdę w gminie Goleniów z języka polskiego to jest taka naciągana trójka, z matematyki procentowo naciągana trójka, i z języka angielskiego słaba czwórka. Więc w podsumowaniu nie są to wyniki, które porażają i dają wysoki poziom satysfakcji” – ostrzegała radna.
Brak prac domowych i presja na rodziców
W debacie mocno wybrzmiał również temat ogólnokrajowych zmian i tzw. dobrostanu uczniów, który w praktyce – zdaniem radnej – odbija się czkawką zarówno na poziomie nauczania, jak i domowych budżetach. Krytycznie odniosła się do kwestii rezygnacji z ocenianych prac domowych. Wskazała również na problem, z którym co miesiąc mierzą się tysiące rodzin w gminie – konieczność nadrabiania braków systemowych za pomocą prywatnych, kosztownych korepetycji:
„Sytuacja jest następująca: że my w chwili obecnej jako rodzice z języka polskiego, z matematyki i z języka angielskiego wysyłamy dzieci na zajęcia dodatkowe, bardzo wysokopłatne. Więc czy gmina w podsumowaniu ma jakiś kierunek, środek zaradczy, żeby poradzić sobie z tym problemem, którego skala będzie tylko i wyłącznie wzrastać?”
Wystąpienie radnej dotknęło także innych kluczowych bolączek, na które przedstawiciele urzędu udzielili konkretnych wyjaśnień:
Dzieci ze specjalnymi potrzebami i nauczyciele wspomagający: W odpowiedzi na obawy o braki kadrowe i realizację wsparcia, urząd zapewnił, że każde dziecko posiadające opinię lub orzeczenie ma w pełni realizowane zalecenia w nich zawarte. Potwierdzono skokowy wzrost zjawiska – w ubiegłym roku gmina miała 287 uczniów z orzeczeniami o potrzebie kształcenia specjalnego, a obecnie jest ich o 28 więcej. Gmina wprowadziła własne, wysokie standardy zatrudnienia nauczycieli współorganizujących kształcenie, przypisując określoną liczbę godzin bezpośrednio do oddziału klasowego.
Kontrola kuratoryjna w Szkole Podstawowej nr 1: Wyjaśniono, że kontrola doraźna dotyczyła ściśle realizacji zaleceń z orzeczeń o potrzebie kształcenia specjalnego (m.in. organizacji przypisanych zajęć niezależnie od decyzji rodziców) i została w pełni zamknięta zrealizowanymi zaleceniami do końca marca 2026 roku.
Sukcesy sportowe poza szkołą: Odnosząc się do propozycji uwzględniania osiągnięć w klubach (takich jak Taurus czy Hanza) przy ocenach z WF-u, wiceburmistrz wskazała, że sukcesy te są nagradzane podczas miejskiej gali sportu, jednak decyzje o ocenianiu wewnątrzszkolnym leżą w gestii relacji uczeń–rodzic–nauczyciel i dyrektor placówki.
Rozbieżności w inwestycjach szkolnych: Władze gminy wyjaśniły, że ogromne różnice w kwotach remontowych (od kilkudziesięciu tysięcy po ponad 1,5 miliona złotych) wynikają wyłącznie z nierównego stanu infrastruktury – część placówek od lat nie była remontowana, a samorząd musi sukcesywnie nadrabiać zaległe i pilne zalecenia sanepidu oraz nadzoru budowlanego.
Wystąpienie radnej Aleksandry Muszyńskiej-Popielarczyk pokazało, że lokalny samorząd coraz głośniej musi mierzyć się nie tylko ze słupkami w arkuszach budżetowych, ale przede wszystkim z realną jakością edukacji i rosnącym poczuciem bezradności rodziców.





