Między Heimat a ojczyzną: głos historyka przeciw kultowi niemieckich reliktów …
Szanowni Państwo,
Jako historyk, pragnę wyrazić zdecydowany sprzeciw wobec praktyk kultywowania – a tym bardziej odnawiania – materialnych reliktów niemieckiej przeszłości w przestrzeni publicznej Goleniowa.
Nie chodzi tu o negację faktów historycznych, lecz o świadomy wybór narracji, która szanuje traumę i wkład tych, którzy po 1945 roku uczynili z tych ziem Polskę.
Niemieckojęzyczne tablice pamiątkowe, upamiętniające wydarzenia z epoki przedwojennej czy wojennej, nie są neutralnymi artefaktami – pełnią funkcję symboli dominacji kulturowej, która w powojennym kontekście może budzić uzasadnione kontrowersje. Ich obecność w krajobrazie miejskim nie służy edukacji historycznej, lecz raczej konserwuje narrację o „utraconym Heimat”, marginalizując doświadczenia polskich repatriantów.
Proponuję zatem ich konsekwentne usunięcie z przestrzeni publicznej i przeniesienie do jednego, starannie zaprojektowanego miejsca muzealnego – np. w ramach ekspozycji poświęconej wielowarstwowej historii regionu. Tam, w kontekście naukowym, mogą stać się narzędziem refleksji, a nie elementem codziennego krajobrazu.
Szczególnie niepokojąca jest działalność Stowarzyszenia „Biały Grosz”, które zdaje się koncentrować na restauracji niemieckich śladów, pomijając fundamentalny akt budowy polskości.
To pierwsi repatrianci – przybyli tu często w bydlęcych wagonach, z walizkami pełnymi nie tylko dobytku, ale i pamięci o Kresach – wnieśli tu esencję polskości. Byli to przede wszystkim Polacy z Wołynia, Podola, Wileńszczyzny, Polesia i Galicji Wschodniej, wysiedleni w ramach tzw. „akcji repatriacyjnej” na podstawie porozumień jałtańskich i poczdamskich.
W latach 1944–1946 do powiatu goleniowskiego dotarło ponad 20 tysięcy osób – w większości kobiety, dzieci i starcy, bo mężczyźni często pozostawali w partyzantce lub ginęli w walkach z UPA i NKWD.
Przybywali często w skrajnym ubóstwie. Ich pierwsze zimy w Goleniowie to głód, tyfus i mróz w nieogrzewanych poniemieckich kamienicach. Mimo to w ciągu kilku lat zbudowali miasto: uruchomili piekarnie, młyny, warsztaty rzemieślnicze; założyli spółdzielnie rolnicze; otworzyli polskie szkoły, w których uczono dzieci po polsku. To repatrianci, a nie administracja centralna, byli prawdziwymi budowniczymi powojennej polskości – ich ręce kładły cegły w odbudowanych kościołach, ich głosy brzmiały w pierwszych mszach w języku polskim, ich dzieci nosiły imiona po dziadkach z Kresów.
Ich praca, poświęcenie i kultura zasługują na upamiętnienie w centrum narracji lokalnej: pomniki, tablice, wystawy.
Proponuję konkretnie: Pomnik Pierwszych Repatriantów z napisem: „Z Kresów przywieźliśmy Polskę”.
To oni, a nie relikty poprzedniego porządku, powinni być punktem odniesienia dla goleniowskiej tożsamości.
Warto przy tym podkreślić asymetrię pamięci: w Goleniowie zadbaliśmy o niemieckie cmentarze z godnością – przekształcając je w zadbane parki pamięci. Tymczasem na dawnych Kresach Wschodnich setki polskich nekropolii zniknęły pod blokowiskami, parkingami czy hałdami odpadów.
Ta dysproporcja nie usprawiedliwia wandalizmu, lecz obliguje do refleksji nad tym, komu i dlaczego przyznajemy przestrzeń w naszej pamięci zbiorowej.
Poniżej fotografia kamienia pamięci z parku przy ulicy Szczecińskiej. Widoczne napisy znajdują się na jego spodzie.







