Jak być mężczyzną i nie zwariować w dzisiejszym świecie …
Wstajesz prawie na baczność kiedy budzik w telefonie tarabani jak szalony. Na wpół śniący o innym życiu, gdzieś daleko w ciepłych krajach z pięknymi kobietami i drinkiem z kokosa, idziesz do łazienki. W lustrze dostrzegasz zmęczoną twarz umazaną pianką do golenia. Żeby się obudzić z roku na rok potrzeba coraz więcej kawy. Jej zapach budzi cię na chwilę przed wyjściem do pracy. Zamknięty w klatce rutyny wypracowujesz swoje osiem lub więcej godzin wiedząc, że życie to nie przyjemny spacerek, ale walka o życie. W tej brutalnej szarpaninie z egzystencją próbujesz nie utonąć każdego dnia wynurzając się na powierzchnie kiedy wydaje się, że za chwile zatoniesz.
Po pracy wracasz do domu, rodziny, a czasem do pustego mieszkania. Próbujesz zapanować nad chaosem, który tam zastajesz, ale zastaje cię wieczór. Przecierasz oczy ze zmęczenia przed dwudziestą trzecią. Chwilę przed zaśnięciem patrzysz w sufit myśląc o tym, że już tak dalej nie możesz. Chcesz inaczej, ale nie potrafisz. Dni, tygodnie, miesiące mijają, a ty przestajesz poznawać się w lustrze? Znasz to skądś ? Tak wygląda życie wielu współczesnych mężczyzn. Jakim cudem wpadamy w błędne koło i tkwimy w życiowej matni?
Oczekiwania
W całej ludzkiej historii mężczyzna w każdej grupie społecznej pełnił ważną rolę. Zdobywał pożywienie, budował schronienia czy dążył do przedłużenia gatunku. Życie innych ludzi, kobiet, dzieci, starców zależało od sprawności, przebiegłości, siły i wytrzymałości mężczyzny. Przez wieki od drewnianej włóczni w ręce poprzez żelazny miecz, aż do karabinu mężczyzna był zdobywcą, wyznaczał kierunek i zapewniał poczucie bezpieczeństwa. Z biegiem czasu podstawy tego modelu nie ulegały zmianom, a jedynie przystosowywały się do czasów. Z wojowników i rycerzy wzór męskości zmienił się na bardziej złożony. W XIX wieku żywym pomnikiem mężczyzny, herosa był angielski gentleman. Mężczyzna taki miał być podróżnikiem, zdobywcą, odkrywać nowe światy i walczyć z przeciwnościami losu. Jego atrybutami były zdolności w strzelectwie i walce bronią białą, znajomość języków i niezwykłe pasje, choć praca typowo zarobkowa nie była do końca mile widziana, w końcu był to okres istnienia mocno podzielonych warstw społecznych ze szlachtą na czele. Mężczyzna określany jako gentleman miał być zarządcą, organizatorem i dowódcą.
Rewolucje przemysłowe i gospodarcze zmieniły świat i system klasowy. Błękitna krew nie była już atrybutem sama w sobie. Nowe czasy spowodowały, że grupy i podziały społeczne uległy zmianie. W nowym świecie nazwisko przestało mieć znaczenie. Zmieniły się również standardy finansowe. Jeden pracujący mężczyzna nie był w stanie utrzymać nawet niedużej rodziny. Zmianie uległa również rola kobiet we współczesnym świecie, które po wiekach bycia człowiekiem drugiej kategorii wywalczyły sobie prawo do decydowania o sobie jako jednostce i zrównały się ekonomicznie z mężczyznami. Mężczyzna, wojownik, rycerz, gentleman zagubił się w tym wszystkim. Nie pomogły wzorce telewizyjnego „macho”, nie pomogła historia. Zagubiliśmy się w świecie po raz pierwszy od tysięcy lat nie potrafiąc się dostosować do dynamicznie zmieniających się czasów. Niestety zagubiony po drodze instynkt przetrwania nie spowodował, że inni ludzie przestali od nas oczekiwać pewnych postaw.
We współczesnych związkach kobiety podświadomie nadal chcą zdecydowanego, zrównoważonego partnera, który podejmuje szybkie, celne decyzje i zachowuje spokój pomimo szalejącego dookoła tornada. Mężczyzna taki choć powinien zachować sprawność fizyczną i zdrową sylwetkę nie musi już walczyć mieczem. W nowym świecie bitwy jakie toczymy z życiem wyglądają zgoła inaczej. Nadal oczekuje się od nas zapewnienia poczucia bezpieczeństwa oraz bycia przewodnikiem.
Jak wygląda współczesny mężczyzna jeśli te zdawałoby się naturalne oczekiwania wydają się w dużej mierze niespełnione?
Życie mężczyzny, życie robaka
Czy siedząc nad jeziorem i otwierając pudełko z robakami zastanawiałeś się jak marna jest egzystencja tych istot. Ich życie sprowadza się do wzrostu, poszukiwania pożywienia, przetwarzania zdobytego pokarmu i w końcu nieuchronnej śmierci. Życie współczesnego mężczyzny w wielu aspektach zaczyna wyglądać podobnie. Z końcem edukacji zaczynamy pracę zawodową. Pierwsze zajęcia nie zawsze są tymi najbardziej wymarzonymi, ale pomijając ten etap trafiamy do stabilnej pracy, która nie zachwyca nas sama w sobie, ale daje możliwość przeżycia kolejnego miesiąca. Jeżeli jesteśmy sami popołudnie lub wieczór w zależności od zajęcia kończy się na przeglądaniu Internetu, portali streamingowych, graniu w gry czy spaniu jak kot zwinięty w kłębek. Będąc w związku po kilku latach sytuacja zaczyna wyglądać podobnie. Czasem jedynie oglądamy Internet czy telewizję wspólnie. Nie rozmawiamy z partnerką, bo nie ma już o czym. Nie rozmawiamy ze sobą, bo to zakrawa o schizofrenie. Będąc samemu najprzyjemniejszym momentem dnia staje się moment uniesień z filmikami dla dorosłych i paczką chusteczek. Będąc w długoletnim związku o zgrozo może to wyglądać podobnie. Żeby zabić znudzenie i podbić poziom dopaminy zajadamy nasze życie czekoladą, chrupkami i słodkimi napojami. Jeśli to nie wystarczy, a napięcie po całym stresującym dniu jest za duże pomaga piwo albo drink. Kiedy jest naprawdę źle zaczynami dzień od głośnego pstryknięcia siedząc na końcu autobusu lub tramwaju. Nie mając żadnych zainteresowań, spalając swoją całą energię w zagłuszacze umysłu i ciała żyjemy życiem robaka. Jedynym co może to przerwać jest śmierci. Wielu z nas wybiera tabletki, żeby nie czuć, ale często kończy się to całą garścią medykamentów ten jeden, ostatni raz… W tym wszystkim jesteśmy samotni. Jest to najgorsza możliwa tortura, którą fundujemy sobie jako społeczeństwo dwudziestego pierwszego wieku. Gdzie w takim razie popełniamy błędy, które prowadzą nas do nieuchronnej katastrofy?
Przyczyny
Można powiedzieć, że dorosłe życie sprowadza nas na ziemię i wdeptuje w błoto, a kiedy próbujemy się podnieść skacze nam butami po głowie. Tylko czy na pewno upadek zaczyna się w życiu dorosłym? Co tak naprawdę powoduje, że stajemy się najgorszą wersją siebie?
- Przetworzone jedzenie: już jako dzieci jesteśmy faszerowani cukrem w każdej możliwej postaci. Pojawia się on w najbardziej prostych i zaskakujących nas produktach. Skoki insuliny i dopaminy targają naszym życiem. Koniec końców uzależniamy się, a wszelkie niepowodzenia leczymy tabliczką czekolady.
- Alkohol: czasy się zmieniają, ale społeczne nawyki i wzorce pozostają takie same. Nasi rodzice pokazywali nam, że dobra zabawa bez alkoholu jest niemożliwa. My pokazujemy następnemu pokoleniu, że alkohol jest remedium na zmęczenie i zły humor.
- Pornografia: dostęp do nowych środków przekazu spotęgował popularność pornografii. Nowe pokolenia uczą się zakłamanego obrazu życia intymnego, a my jako dorośli mężczyźni korzystamy z niej sami jako lek na zły humor i sposób dostarczenia odrobiny dopaminy, nie wiedząc, że tak naprawdę potęgujemy w ten sposób samotność i rozchwianie emocjonalne.
- Izolacja: jeszcze w latach 90-tych siedzenie w domu było karą. Dziś patrząc na ilość rozrywek, które dając komputery i media jest na odwrót. Zanurzając się w wirtualnym świecie nie czujemy potrzeby komunikowania się z innymi ludźmi i nawiązywania z nimi relacji. Nie rozumiemy, że samotność zabija…
- Internet i media społecznościowe: dawniej można było przeglądać strony książki, dziś zamiast tego przeglądamy strony mediów społecznościowych. Skupiamy swoją uwagę na śmiesznych, intrygujących filmikach, które zazwyczaj (choć nie zawsze) nic nie wnoszą do naszego życia. Tracimy dużą cześć swojego czasu, jednocześnie tracąc część życia.
- Brak czasu i życiowy pęd: jest do składowa mediów społecznościowych, gier i internetu oraz pracy ponad siły. Często uciekamy w pracę, żeby uciec od siebie, smutku, samotności czy relacji, w której nie czujemy się dobrze. Zdarza się też, że pracujemy ponad siły, bo nie możemy przeżyć godnie za mniejsze pieniądze pracując mniej. Po pracy, w którą angażujemy się zaburzając równowagę życia osobistego i zdrowia spędzamy czas z telefonem w ręku oglądając seriale, które nic nie wnoszą do naszego życia. Udajemy, że żyjemy choć tak naprawdę już dawno umarliśmy.
- Brak chęci do zmiany i obwinianie innych: zrzucanie winny za nasze życie na polityków, pogodę, klimat czy sąsiada jest najprostszą i zarazem znaną wymówką. Mając wytłumaczenie na wszystko nie musimy się zmieniać. Jesteśmy usprawiedliwieni.
Każdy z nas zapewne dołożyłby jeszcze cegiełkę od siebie dokładając ciężar, który miażdży nasze życia. Lista mogłaby być dużo dłuższa. Co w takim razie można zrobić kiedy nasze życie zakręca prosto do rowu z dużą prędkością?
Zmiany, nie ma nic na zawsze
Tak samo jak ludzki organizm potrafi się w niesamowity sposób zregenerować, nasz los nigdy nie jest przesądzony. Można z pewną doza pewności stwierdzić, że nie ma nic na zawsze i choć brzmi to negatywnie to w tym stwierdzeniu jest pewne światełko nadziei. Nasze życie może się zmienić nie tylko na gorsze. Stając w obliczu katastrofy i upadku możemy wybrać drogę katharsis i pójść inną życiową ścieżką. Niestety nie ma jednego utartego szlaku dla każdego człowieka.
Bardzo trudna jest zmiana wszystkich złych przyzwyczajeń i programów mentalnych w jednym momencie, czasem wręcz niemożliwa, ale będąc świadomym w jakim momencie życia się znaleźliśmy możemy spróbować zmieniać niekorzystne dla nas sprawy jedna po drugiej. Patrząc na powyższą listę spraw, które doprowadziły wielu ludzi do upadku łatwo możemy powiedzieć sobie od dziś odżywiam się zdrowo, nie piję alkoholu, nie przeglądam mediów społecznościowych, masturbacja to przeszłość, a każdy moment dobry jest na medytację. To godna pochwały postawa, ale wdrożona jednocześnie na wielu płaszczyznach jest prawie niemożliwa do spełnienia. Każdy z nas zna swoje ciało i siebie, wie jak reaguje i na co powinien zwrócić uwagę. Nie ma jednakowej drogi do zmiany, a ścieżki po których stąpamy bywają zaskakujące.
Moje doświadczenia
Czytając powyższy tekst uśmiecham się sam do siebie. Pięć, siedem, a może dziewięć lat temu zdałem sobie sprawę, że moje życie prowadzi do śmierci, ale po drodze nie ma żadnych ciekawych przystanków. Spoglądając w lustro zobaczyłem kogoś o kim nie byłbym w stanie powiedzieć nic ciekawego. Człowiek ten posiadał rodzinę, pracował i starał się przetrwać. Żyjąc z dnia na dzień stał się samotny i zgorzkniały wracając myślami do szalonych lat studenckich czy spokojnego dzieciństwa, gdzie problemy tamtego okresu nijak miały się do wyzwań dorosłego człowieka. Pewnego dnia zdałem sobie sprawę z powagi sytuacji, co już było sukcesem samym w sobie. Spojrzenie na siebie okiem obserwatora i zorientowanie się, że nie wszystko jest dobrze, ocenienie siebie i swojego życia w szczery i faktyczny sposób jest milowym krokiem do zmiany. Dalsza droga jest tylko marszem w nowo wyznaczonym kierunku. Przypadek skierował mnie na jedno z pierwszych w Szczecinie spotkań Męskiego Kręgu prowadzonego przez Pawła Zawendowskiego. Z perspektywy czasu ten dzień zmienił resztę mojego dotychczasowego życia. Dzięki spotkaniom poznałem wielu fantastycznych ludzi. Doświadczyłem praktyk z medycyny szamańskiej min. szałasu potów czy pogrzebu wojownika. Przełamałem kilka blokad mentalnych, które zastopowały moje życie i zrzuciłem z siebie ciężar wielu wydarzeń z przeszłości, o których nie miałem pojęcia. Oczyszczony mogłem zrobić krok do przodu. Pracując z terapeutką korzystającą z metod Totalnej Biologi przypadkowo zacząłem pisać, co zaowocowało debiutem literackim. Rozpocząłem treningi Wing Tsun Kung Fu, które kontynuuje do dziś. Oprócz tego prowadzę aktywny tryb życia i angażuje się w męskie kręgi, a także przekazuje swoją historię dalej. Chociaż po drodze doznałem wielu porażek. Kilka razy musiałem zrobić krok do tyłu, jednak zbudzona we mnie ciekawość życia nie pozwoliła mi przestać iść do przodu. Wszystkie te zmiany miały charakter intuicyjny i etapowy. Początkowo zacząłem biegać. Aktywność ruchowa skierowała mnie do poszukiwania lepszych rozwiązań żywieniowych. Nie pomogło to całkowicie więc kolejnym krokiem było poszukiwanie pomocy w medycynie naturalnej. Po drodze było też wiele rozmów z innymi ludźmi, które zainspirowały mnie do innego spojrzenia na świat i czytania książek z dziedziny psychologii i rozwoju osobistego, o których nie miałem pojęcia. Choć nadal zmagam się z wieloma przeciwnościami losu, to dziś patrząc w lustro wiem kim jestem, czego chce i dokąd zmierzam. Mogę uśmiechnąć się do swojego odbicia i z pewnością nie będzie to wymuszona poza. A co z alkoholem, cukrem, mediami społecznościowymi czy pornografią? Nadal istnieją, ale niekoniecznie w moim życiu. Nie rządzą mną jak kiedyś i nie jestem zmuszony walczyć z nimi na śmierć i życie każdego dnia. Moja ścieżka nie musi być drogą dla każdego innego człowieka, ale moja zmiana może być światełkiem w ciemnym tunelu dla każdego innego mężczyzny…
Radosław Stopka
Autor powieści obyczajowych, mąż, ojciec, człowiek idący przez życie po swojemu








