Droga kuracja antystresowa w magistracie: Ściana za prawie 30 tys. zł ma uspokajać urzędników …
Podczas gdy mieszkańcy gminy zastanawiają się, na co idą ich podatki, magistrat postanowił zainwestować w… martwą naturę. I to nie byle jaką! Za jedyne 28 800,00 zł brutto w urzędzie stanęła „zielona ściana” z mchu i roślin stabilizowanych. Urzędnicy przekonują, że to dla naszego dobra, ale zapach wydanych pieniędzy czuć wyraźniej niż aromat lasu.
Z dokumentów, które przekazała nam pani sekretarz Agnieszka Wróblewska, wyłania się obraz niemalże rajskiej oazy w sercu Goleniowa. Burmistrz postawił na nowoczesność spod znaku „biophilic design”. Brzmi światowo? Owszem. W praktyce oznacza to jednak ścianę wyłożoną roślinami, z których wypompowano soki i zastąpiono je mieszanką glicerynową. Efekt? Roślina, która nie potrzebuje słońca, wody ani ogrodnika. Idealny symbol urzędniczej egzystencji – wygląda na żywe, ale nie wymaga interwencji z zewnątrz.
Co zyskaliśmy za cenę luksusowego samochodu używanego?
Urząd z rozbrajającą szczerością wylicza „założone efekty” tej kosztownej dekoracji:
Redukcja stresu: Kontakt z martwym mchem ma uspokajać pracowników oraz interesantów. Czy widok faktury na blisko 29 tysięcy złotych wystawionej przez szczecińską firmę „iTEKA Damian Woźniak” również działa kojąco? Śmiemy wątpić.
Naturalny higrometr: Mech ma pobierać wilgoć z powietrza. Szkoda, że równie sprawnie nie „pobiera” nadmiaru biurokracji z korytarzy.
Właściwości akustyczne: Panele mają redukować pogłos w holu. Być może po to, by głosy oburzonych mieszkańców nie niosły się zbyt głośno po piętrach magistratu?
Ekologia czy tylko droga atrapa?
Urzędnicy chwalą się, że instalacja nie więdnie i nie usycha. To prawda – trudno, żeby uschło coś, co zostało zakonserwowane gliceryną. Zamiast prawdziwej roślinności, która produkuje tlen i realnie wpływa na ekosystem, wybrano statyczną atrapę za cenę, która mogłaby sfinansować niejeden realny cel proekologiczny w gminie.
Pozostaje nam zatem podziwiać to „arcydzieło” przy okazji załatwiania spraw. Nie pylą, nie przyciągają kurzu i są bezpieczne dla alergików. Szkoda tylko, że portfele podatników nie wykazują podobnej odporności na urzędniczą fantazję.
- Zdjęcie czysto poglądowe – AI
