List do Redakcji – pytanie o uczciwość zapytań ofertowych

List do Redakcji – pytanie o uczciwość zapytań ofertowych …

Szanowna Redakcjo,

Chciałbym zaproponować temat, który – moim zdaniem – wart jest zainteresowania mieszkańców naszej gminy.

Od początku nowej kadencji w Urzędzie Gminy i Miasta Goleniów pojawiło się wielu urzędników spoza naszej gminy. Zastanawiam się, czy ma to wpływ na wybór wykonawców usług zlecanych przez gminę, szczególnie w przypadku zapytań ofertowych, które kierowane są do co najmniej trzech firm, ale nie są publikowane na stronie internetowej urzędu.

W kampanii wyborczej obecny burmistrz deklarował, że będzie wspierał lokalnych przedsiębiorców. W mojej ocenie prawdziwe wsparcie nie polega jednak na organizowaniu konferencji czy spotkań, które często nie przynoszą wymiernych efektów, lecz na faktycznym zlecaniu usług lokalnym firmom. To one tworzą miejsca pracy, płacą podatki tutaj – w naszej gminie – i wzmacniają lokalną gospodarkę.

Byłoby bardzo interesujące, gdyby redakcja zwróciła się do urzędu o udostępnienie danych z 3 ostatnich lat dotyczących tego, do ilu i jakich przedsiębiorców skierowano zapytania, ile było zapytań do wykonawców spoza gminy (z jakich gmin? czy nie były to może gminy skąd pochodzą nowi urzędnicy?) ile zapytań do lokalnego biznesu.

Okres danych z 3 lat pozwoliłoby porównać praktykę obecnego i poprzedniego burmistrza w tym zakresie i ocenić, czy rzeczywiście realizowane są przedwyborcze obietnice o wspieraniu lokalnych przedsiębiorców.

Myślę, że to ważny temat – nie tylko dla przedsiębiorców, ale dla wszystkich mieszkańców zainteresowanych tym, jak wydawane są publiczne pieniądze.

Imię Nazwisko oraz dane adresowe autora listu jedynie do wiadomości redakcji.

Budowa nowego terminala pasażerskiego na Lotnisku Szczecin-Goleniów – rozpoczęta!

0

Budowa nowego terminala pasażerskiego na Lotnisku Szczecin-Goleniów – rozpoczęta!

W poniedziałek 3 listopada 2025 roku rozpoczęły się prace związane z budową nowego terminala pasażerskiego. Tego dnia przekazany został placu budowy-
wykonawcy robót firmie Doraco Sp. z o.o.

Pierwszym etapem prac jest budowa tymczasowego terminala przylotów o powierzchni 700 m2. Jego wykonanie oraz funkcjonalność, po skończeniu całej inwestycji pozwoli na wykorzystanie go, jako zaplecza biurowo – socjalnego dla służb operujących na naszym lotnisku. Budynek bryłą i kolorystyką będzie w pełni zintegrowane z nowym terminalem pasażerskim.

Zakończenie wyżej wymienionych prac budowlanych i wyposażeniowych planowane jest na przełom kwietnia i maja 2026 roku. Następnie rozpoczną się prace rozbiórkowe obecnego terminala przylotów oraz budynku wykorzystywanego przez służby operacyjne lotniska.

Po tych pracach, w połowie 2026 roku ruszy kolejny etap inwestycji, tj. budowa terminala odlotów wraz z zapleczem dla firm działających na naszym zachodniopomorskim lotnisku.

Wszystkie prace prowadzone będą na czynnym lotnisku, nie wpływając na komfort i poziom obsługi naszych pasażerów. Naszym celem jest, aby przed końcem 2027
roku podróżni mogli korzystać już z nowoczesnego, przestronnego i komfortowego terminala pasażerskiego.

 

Radni z Goleniowa z wizytą w biogazowni w Torgelow

1

Radni z Goleniowa z wizytą w biogazowni w Torgelow

7 listopada 2025 roku odbyła się wizyta studyjna radnych Rady Miejskiej w Goleniowie w biogazowni w miejscowości Torgelow (Niemcy). Celem wyjazdu było zapoznanie się z funkcjonowaniem nowoczesnej instalacji biogazowej, której podobny odpowiednik planowany jest do budowy na terenie gminy Goleniów.

W wyjeździe uczestniczyło siedmioro radnych, którym należą się słowa uznania za zaangażowanie i poświęcony czas. W skład delegacji weszli: Artur Panek, Mariusz Skakuj, Piotr Adamkiewicz, Michał Jastrzębski, Robert Kuszyński, Agnieszka Wojciechowska Sylwester Kinik oraz sołtys miejscowości Krępsko. Wizycie towarzyszyli również burmistrz Krzysztof Sypień i wiceburmistrz Piotr Wolny.

Cel i przebieg wizyty

Wyjazd został zorganizowany przez inwestora, który rozważa budowę biogazowni na terenie gminy Goleniów. Firma posiada wieloletnie doświadczenie w realizacji tego typu instalacji w wielu krajach świata. Jak podkreślono, wybór Goleniowa nie jest przypadkowy — inwestor planuje przyłączenie zakładu do istniejącego gazociągu, co czyni lokalizację szczególnie korzystną z punktu widzenia logistyki i efektywności energetycznej.

Po przyjeździe uczestnicy wysłuchali prezentacji, w której przedstawiono m.in. profil działalności przedsiębiorstwa, skalę inwestycji, międzynarodowe doświadczenie, a także omówiono fakty i mity związane z branżą biogazowni. Radni mieli okazję zadawać pytania, koncentrując się głównie na kwestiach transportu surowców, rodzajach materiałów biologicznych wykorzystywanych w procesie produkcji oraz oddziaływaniu zapachowym instalacji.

Z przedstawionych informacji wynika, że w biogazowniach wykorzystuje się różnorodne surowce pochodzące z lokalnych źródeł, takie jak gnojowica, wysłodki buraczane czy odpady roślinne.

Po części teoretycznej uczestnicy odwiedzili zakład Torgelow II (uruchomiony w 2023 r.) znajdujący się nieopodal zakładu TorgelowII2 (działającego od 2018 r.). Jak relacjonują radni, obiekt zrobił na nich bardzo dobre wrażenie – jest nowoczesny, zadbany i estetyczny.

Podczas zwiedzania radni pytali o etapy produkcji, kwestie bezpieczeństwa oraz uciążliwości zapachowe. Inwestor zapewniał, że instalacja spełnia wszelkie wymogi środowiskowe, zarówno niemieckie, jak i polskie, a zapachy są minimalizowane dzięki zastosowaniu nowoczesnych technologii filtracyjnych.

Mimo to uczestnicy wizyty zauważyli, że charakterystyczny zapach bioodpadów był wyczuwalny w bezpośrednim sąsiedztwie zakładu. Nie sprawdzono jednak, czy jest on odczuwalny również w pobliskich zabudowaniach, choć przedstawiciele firmy zapewniali, że poza terenem zakładu fetor nie występuje. Podkreślenia wymaga również fakt, iż podczas wizyty nie było przeładunku surowców bio.

Możliwe lokalizacje inwestycji

Podczas rozmów inwestor wskazał iż jest otwarty i nie upiera się przy zaproponowanej przez siebie lokalizacji, jednak zaznaczył, iż najważniejszy przy wyborze przyszłego miejsca będzie dostęp do nitki biegnącego przez gminę Goleniów gazociągu. Wśród radnych pojawiły się propozycje rozważenia terenów Goleniowskiego Parku Przemysłowego lub okolic oczyszczalni ścieków. Dyskusje miały charakter wstępny i niezobowiązujący.

Wnioski i dalsze kroki

Radni zgodnie podkreślali, że wizyta była cenna i pozwoliła zyskać lepsze zrozumienie działania tego typu instalacji. Wyrazili również zainteresowanie ponownym odwiedzeniem zakładu latem, gdy wyższe temperatury i większa aktywność biologiczna pozwolą lepiej ocenić realny wpływ inwestycji na otoczenie – szczególnie w zakresie zapachów i transportu.

 

Twarda Ścieżka

0

   Twarda Ścieżka  …

Kiedy współczesna medycyna nie znajduje odpowiedzi na wszystkie problemy ludzie często zwracają się w stronę medycyny alternatywnej i intrygujących ceremonii mających zapewnić zdrowie i życiową równowagą. W przypadku choroby czy życiowego niepowodzenia coraz częściej poszukujemy pomocy u różnego rodzaju szamanów. Choć naukowcy spierają się o pochodzenie słowa szaman i szamanizm to każda kultura może pochwalić się swoim odpowiednikiem. W początkach Polski rolę szamana przypisywano guślarzom i żercą. Kiedy kultura słowiańska została wyparta podobną rolę przejęli księża i zakonnicy jednak ograniczając swoje myślenie do dogmatów religijnych. We współczesnej Polsce kiedy standardowa droga medyczna i duchowa narzucona przez główną religię okazała się niewystarczająca dla każdego, znów zaczęto poszukiwać niestandardowych rozwiązań. Alternatywną drogą medyczną mogą być zioła i grzyby. Kiedy to za mało leczenie trzeba rozszerzyć lub wybrać całkowicie inną metodę. Na drodze do zdrowia pojawiają się medytacje, ceremonie szamańskie i zdrowe jedzenie, a przede wszystkim odpoczynek. Zbierając o wszystko w jedną całość zaczynamy rozumieć, że jest to coś więcej. To jest właśnie Twarda Ścieżka.

Twarda ścieżka?

Z terminem Twardej Ścieżki spotkałem się dopiero parę lat temu. Na zaproszenie Pawła Zawendowskiego, u którego uczestniczyłem wcześniej w Męskich Kręgach pojechałem do okolic Gryfina wziąć udział w warsztatach pod szyldem Twardej Ścieżki. Kilkudniowe spotkanie z szeregiem ceremonii prowadził jeden z prekursorów tego nurtu w Polsce, Jan Szeliga. Czym w takim razie jest Twarda Ścieżka, a czym nie jest?

Terminu „Twarda Ścieżka” jako pierwszy użył Wojciech Jóźwiak, żeby usystematyzować szereg działań miękkich i twardych, w których uczestniczy się w celu rozwoju, przemiany i samopoznania swojego ciała i ducha.

Działania według Twardej Ścieżki nie są zamkniętą listą. Skupiają się na dwóch aspektach monotonizacji i ekstremalizacji. Po przez monotonizacje rozumiemy najczęściej medytacje przy bębnie czy marsze transowe. W grupie działań ekstremalnych najczęściej pojawiają się chodzenie po ogniu, szałas potu czy zakopywanie żywcem.

Każde z działań może wywołać pozytywne efekty, zmusić do refleksji i rozwoju, ale uwagę ludzi najbardziej przykuwają najbardziej ekstremalne i egzotyczne ceremonie.

Pierwsza z nich, chodzenie po ogniu zaczerpnięta została z Polinezji gdzie Kahuni praktykowali przejście po rozżarzonych węglach. Wzmianki o podobnych praktykach można znaleźć w historii starożytnego Rzymu, w kulturach Afrykańskich czy Indiach. W Europie można spotkać się z chodzeniem po węglach w Bułgarii, gdzie jest to znane jako nestinarstwo lokalnie uznawane za formę tańca. Sięgając dalej można natrafić na informację o „chodzeniu po ogniu” jako pogańskiej ceremonii praktykowanej przez Traków. Jak przebiega ceremonia?

Prowadzący przygotowuje z innymi uczestnikami ognisko. Zanim ogień strawi drewno pozostawiając rozżarzone węgle uczestnicy grając na przygotowanych instrumentach (najczęściej bębnach i grzechotkach) wybijając wspólny rytm i wprowadzając się w trans. Po wypaleniu drewna prowadzący rozgarnia pozostałe niedopalone części pozostawiając ułożoną ścieżkę czerwonych węgli. Przed pierwszym przejściem uczestnicy często grają jeszcze na instrumentach, ale samo przejście przebiega już w ciszy. Przed przejściem prowadzący instruuje adeptów Twardej Ścieżki w jaki sposób mają stawiać stopy, jak ma wyglądać postawa ciała i w jaki sposób mają mentalnie podejść do próby.  Uczestnicy jeżeli chcą, mogą zmoczyć stopy w przygotowanej wodzie, ale nie jest to konieczne. Pokonanie ścieżki z gorejących węgli najczęściej wywołuje w uczestnikach euforie i ekstazę po pokonaniu własnego lęku, słabości. Jest to próba odwagi, zmierzenia się ze sobą i pokonania swoich ograniczeń.

Inną znaną praktyką jest Szałas potu. Najbardziej znanymi formami jest Szałas potu zwany Temazcal pochodzący z Ameryki Łacińskiej i Sweat Lodge znany w Ameryce Północnej. W praktykach Twardej Ścieżki prowadzący częściej wzorują się na Sweat Lodge chociaż każdy z nich może mieć wypracowaną inną formę praktyki. Ceremonia szałasu potu zaczyna się od wyznaczenia odpowiedniego miejsca. Na płaskim terenie uczestnicy kopią dołek o odpowiednich wymiarach, do którego później wkładane są czerwone z gorąca kamienie. Zanim do tego dojdzie budowany jest szałas na planie okręgu. Wysokość w środku nie pozwala na pozycję stojącą, a jedynie pozycje siedzącą. Wejście znajduje się od kierunku północnego. Szkielet szałasu przykrywany jest kocami i płachtami tak aby całkowicie odciąć dostęp światła poza wejście, które również jest przykrywane. Przed wejściem uczestnicy wspólnie budują ołtarz dla matki ziemi przyozdobiony ziołami, korą, liśćmi, kwiatami czy patykami. Ołtarz ma przypominać żółwia, który symbolizuje życie na ziemi. Uczestnicy pozostawiają na ołtarzu przedmioty, które chcieliby uświęcić, energetyzować mocą jaka wyzwala się podczas ceremonii. Wnętrze wybudowanej konstrukcji jest łonem matki ziemi. Wejście do szałasu stanowi marsz z życia na ziemi do wnętrza matki ziemi.

Kiedy szałas jest gotowy rozpalane jest wcześniej przygotowane ognisko gdzie rozgrzewane są kamienie. W dalszym etapie uczestnik pełniący rolę ogniomistrza będzie dostarczał kamienie do środka szałasu łopatą lub widłami.

Przed wejściem uczestnicy ceremonii nadzy lub ubrani w lekkie tkaniny nie przylegające do ciała i nie wchodzące w reakcje chemiczną pod wpływem temperatury, zostając okadzeni białą szałwią, piołunem lub palo santo. Wchodząc do szałasu uczestnicy wypowiadają słowa „wszystko co ze mną” lub „wszystkie moje związki” co ma symbolicznie spowodować zabranie do szałasu swoich relacji i problemów Wychodząc powtarza się te same słowa zabierając swoje sprawy razem ze sobą. W całkowitej ciemności rozpoczyna się indiańska sauna. Ceremonia podzielona jest na cztery bramy żywiołów ziemi, ognia, wody i wiatru. Można spotkać różną kolejność bram. Brama ognia jest zawsze najgorętsza i najbardziej wymagająca fizycznie. Prowadzący przedstawia dany żywioł. Prowadzi też śpiew lub przemawia. Tutaj można spotkać się z różnicami w zależności od osoby prowadzącej. W trakcie ceremonii uczestnicy mają możliwość przemyślenia problemu, relacji lub myśli, z którą przyszli. Wysoka temperatura i ceremonialna oprawa bardzo często daje niespodziewane efekty w postaci niekonwencjonalnego rozwiązania problemu i jego zrozumienia. Zdarzają się omamy słuchowe i fizyczne. W niektórych przypadkach uczestnicy nie odczuwają zaskakującej zmiany w trakcie ceremonii, ale później, nawet kilka dni lub tygodni po jej zakończeniu. Na poziomie fizycznym szałas wywołuje głębokie oczyszczenie i detoksykację.

Najbardziej ekstremalną ceremonią dla wiele osób jest Pogrzeb Wojownika czyli noc w wykopanym przez siebie grobie. O rytualnym zakopywaniu pochodzącym z Meksyku wspominał już Carlos Castaneda. Później Victor Sanchez szerzej opisał całą ceremonię jej przebieg i wpływ na człowieka.

Cały proces przemiany zaczyna się długo przed wejściem do grobu. Uczestnicy wybierają miejsce i na podstawie swojego obrysu ciała wykopują nieco szerszy prostokąt, w którym spędzą noc. Na szerokości prostokątu układają deski lub patyki, żeby później przykryć je kocem lub plandeka i zasypać ziemią. Viktor Sanchez w swojej wersji proponował pozostawiać niedużą przestrzeń na dopływ powietrza, ale można też spotkać się z unowocześnionymi wersjami z wykopanym otworem wentylacyjnym. Wykopanie grobu zajmuje kilka godzin. Uczestnicy o zmroku, przy dźwiękach rytualnego bębna wchodzą do wykopanego dołu. Prowadzący zatykają otwór wejściowy i przykrywają wszystko cienką warstwą ziemi tak aby całkowicie odciąć dostęp światła. Nad uczestnikami, przy ognisku czuwa prowadzący od czasu do czasu grając na bębnie lub innych instrumentach. Wewnątrz grobu uczestników mogą dopaść zaburzenia przestrzenne, halucynacje i lęki, z którymi mierzą się jeśli chcą. Ceremonia ma na celu pokonanie swoich lęków, ale również może pomóc w odnalezieniu spokoju i odpowiedzi na pytania czy problemu z którymi zmagają się uczestnicy.

Chodzenie po rozżarzonych węglach, Szałas potu i Pogrzeb wojownika to najbardziej zapadające w pamięć i ekstremalne elementy Twardej Ścieżki, ale tak samo duże znaczenie mają działania miękkie jak wspólne medytacje, marsze transowe, vision questy, które często odbywają się podczas warsztatów. Zdarza się, że działania pozornie najmniej ekstremalne  jak kontakt z ludźmi, wspólne doświadczenia pozwalają stanąć uczestnikom na nogi i dokonać przełomu w swoim życiu.

Moje doświadczenia

Wiosna obecnego roku była dla mnie wyjątkowo stresująca. Dopiero co zaleczyłem trzymiesięczną kontuzję barku, a już odezwał się „ząb mądrości”. Po jej wyrwaniu spędziłem tydzień na rekonwalescencji wciąż pracując. Liczne zobowiązania zawodowe i stres z nimi związany przygniótł mnie bardzo mocno nieuchronnie prowadząc do katastrofy. Cieszyłem się więc na wyjazd do Lesicy w województwie Dolnośląskim na warsztaty z Twardej Ścieżki mające się odbyć w trakcie czerwcowego przesilenia. Liczyłem, że w końcu odpocznę czując, że powoli organizm odmawia mi posłuszeństwa. W dzień wyjazdu po śniadaniu odwiedziłem toaletę i z pewnym niepokojem stwierdziłem, że w podczas dłuższego posiedzenia pojawiła się odrobina krwi. Spuściłem wszystko niepamięć zastanawiając się co jadłem poprzedniego dnia. Wyruszyłem w kilkugodzinną podróż na drugi koniec Polski. Przed samym finałem zatrzymałem się w Międzylesiu na obiad. Po posiłku znów odwiedziłem toaletę. Tym razem miałem wrażenie, że mój żołądek eksploduje. Pojawiło się sporo krwi z czegoś co za pewne pękło. Mocno przestraszony opuściłem restaurację przy miejscowym rynku. Przez chwilę w samochodzie zastanawiałem się co zrobić będąc pięćset kilometrów od domu z takim, a nie innym problemem. Zdecydowałem spróbować wziąć udział w warsztatach, a jeśli mój stan się pogorszy wtedy postanowiłem zgłosić się do lekarza, zapewne najbliżej w Kłodzku. Czekała by mnie nieuchronna gastro i kolonoskopia. Poszedłem pod prąd dając szansę medycynie naturalnej. Kilka dni brałem udział w warsztatach. Z rana ćwiczyłem jogę, która choć nie jest częścią Twardej Ścieżki może być dobrym uzupełnieniem. Jadłem dobre produkty, bez mięsa, cukru, kofeiny i alkoholu. Uczestniczyłem we wspólnych kręgach, medytacjach i marszach transowych, że w końcu przejść po rozżarzonych węglach i spędzić wyczerpującą noc kupały w szałasie potu. Na trzeci dzień ze strachem musiałem skorzystać z toalety. Okazało się, że niepokojące objawy ustały. Znów wszystko było dobrze. Po powrocie do domu zastosowałem leczenie ziołami i siemię lnianym, które miały zregenerować florę jelitową i osłonić żołądek. Tak naprawdę powinienem zgłosić się do lekarza, ale tego nie zrobiłem na własną odpowiedzialność. Wyjazd w góry, szamańskie ceremonie, zdrowe jedzenie i odpoczynek okazały się bardzo pomocne. To było trudne choć ciekawe doświadczenie. Moja wiedza na temat Twardej Ścieżki nadal pozostaje znikoma. Żeby dowiedzieć się więcej zapytałem jednego z głównych prowadzących warsztaty Twardej Ścieżki w Polsce, Jana Szeligę o rozwinięcie tematu.

Wywiad z Janem Szeligą, prekursorem Twardej Ścieżki

Przez wiele lat prowadziłeś warsztaty Twardej Ścieżki. Coraz częściej mówisz o zakończeniu swoich warsztatów, na co nie chce zgodzić się wielu obecnych i byłych uczestników. Jeżeli nawet zbliżasz się do końca Twardej Ścieżki to opowiedz jak ta droga się zaczęła? 

Moje zainteresowanie tym tematem zaczęło się od czytania książek. Czytając książki o Hunie, natrafiłem na opisy tego, jak Hawajscy kahuni chodzili po ogniu. Bardzo mnie to wtedy zafascynowało i chciałem tego sam doświadczyć.
Okazja trafiła się kilka lat później, gdy w 2002 r. trafiłem na warsztaty które prowadził Wojciech Jóźwiak. Na warsztatach tych po raz pierwszy w życiu spotkałem się z takimi praktykami jak chodzenie po ogniu i szałas potu.
Praktyki te wywarły na mnie ogromne wrażenie. Bardzo mi się wtedy spodobały i postanowiłem takie doświadczenia powtarzać raz na jakiś czas. Powtarzałem je kilka razy do roku w różnych miejscach i z coraz to nowymi uczestnikami, którzy zaraz po ich odbyciu stawali się ich zwolennikami i razem ze mną uczestniczyli w nich wiele razy.

W jaki sposób zostaje się szamanem i prowadzi takie warsztaty?

Po pierwsze chciałbym zaznaczyć, ze nie jestem szamanem i nigdy tak się nie nazywałem. Warsztaty w których brałem udział często nazywano „warsztatami szamańskimi”. Jednak Wojciech Jóźwiak wymyślił termin „Twarda Ścieżka” i zaczął swoje warsztaty nazywać Warsztatami Twardej Ścieżki. Zostały też określone odpowiednie reguły co do tego kim są prowadzący takie warsztaty i co na takich warsztatach się odbywa.
Zbiór tych zasad znajduje się na stronie autora: https://www.taraka.pl/twarda_sciezka_definicja

Jak długo trwała nauka i jak wyglądały twoje pierwsze warsztaty?

Moja nauka trwała kilka lat. W tym czasie wielokrotnie brałem udział w warsztatach które prowadził Wojciech Jóźwiak. Razem z moimi przyjaciółmi na Podkarpaciu spotykaliśmy się raz na jakiś czas i robiliśmy szałasy potu. Były to spotkania tylko dla znajomych.
Pierwsze moje warsztaty które oficjalnie zorganizowałem i szerzej ogłosiłem, odbyły się w 2010 r na Podkarpaciu. W programie warsztatów znalazły się takie praktyki jak: szałas potu, chodzenie po ogniu i podróże przy bębnie.

Jakie najciekawsze historie możesz przytoczyć po wielu latach prowadzenia warsztatów? 

Takich ciekawych historii w ciągu ponad 20 letniej mojej praktyki było bardzo wiele.

Ciągle jestem pod wrażeniem tego jak świat przyrody reaguje na nasze myśli.
Jedną z praktyk którą robię na zakończenie warsztatów jest praktyka nazywana „wysyłaniem orłów”. W czasie gdy wizualizowaliśmy latające nad nami orły, bardzo często zdarzało się, że prawdziwe orły zaczęły nad nami latać, chociaż nie pokazywały się one nam wcześniej.
Innym razem gdy wygłaszaliśmy mowy w szałasie potu, odezwał się jeleń – moje zwierzę mocy.
Było też wiele takich sytuacji, gdy pogoda poprawiała się na czas naszych warsztatów, bo ponownie się pogorszyć zaraz po ich zakończeniu.

Jakie najważniejsze rzeczy, wartości, informacje chciałbyś przekazać młodszym pokoleniom po wielu latach doświadczeń? 

Jedną z najważniejszych zasad jakie stosowałem na moich warsztatach było to, aby stworzyć jak najlepsze warunki do tego, aby uczestnicy moich warsztatów mogli jak najwięcej z tego wynieść dla samych siebie. Dlatego uważam, że bardzo ważne jest to, aby perfekcyjnie przygotować wszystko pod względem organizacyjnym oraz stworzyć przyjemną i spokojną atmosferę dla wszystkich uczestników warsztatów. Ważne jest też to aby „pokazać uczestnikom warsztatów to gdzie mają patrzeć, a nie mówić im o tym, co mają widzieć”.

Jakie masz plany na przyszłość wobec warsztatów Twardej Ścieżki?

Moje plany na przyszłość w dużej mierze uzależnione będą od stanu mojego zdrowia. Prowadzenie warsztatów to jest bardzo duży wysiłek zarówno fizyczny jak i energetyczny. Sam dojazd na miejsce warsztatów szczególnie wtedy gdy do przejechania jest kilkaset kilometrów, też wymaga dużego wysiłku. Dlatego raczej będę się ograniczał do  prowadzenia warsztatów w pobliżu mojego miejsca zamieszkania na Podkarpaciu.

Uważam, że praktyka szałasu potu jest warta tego, aby ją odbywać jak najczęściej. Dlatego w miarę możliwości będę się starał ją zorganizować kilka razy w roku.

Dziękuje za poświęcony czas.

Twarda Ścieżka to nie polski szamanizm, choć zawiera elementy wpisujące się w takie stwierdzenie. Być może to coś więcej niż kilka praktyk, pewien impuls łączących budzących się do życia w innej świadomości ludzi. Może to być tylko zbiór pewnych elementów, albo jak nazwa wskazuje ścieżka, która łączy pojedyncze jednostki, które po niej kroczą, żeby zobaczyć więcej i szerzej niż oferuje nam współczesny świat.

Radosław Stopka

 

Burmistrz Goleniowa odpowiada na wniosek o dopłaty do szkolnych obiadów

0

Burmistrz Goleniowa odpowiada na wniosek o dopłaty do szkolnych obiadów

Do Komisji Skarg, Wniosków i Petycji Rady Miejskiej w Goleniowie wpłynął wniosek dotyczący zasad odpłatności za posiłki w szkołach podstawowych. Autorzy wniosku zwrócili uwagę, że w sąsiednim Nowogardzie rodzice płacą za obiady szkolne jedynie 4 złote – to koszt tzw. wsadu do kotła, natomiast pozostałą część finansuje gmina. Zapytano więc, czy podobne rozwiązanie mogłoby zostać wprowadzone w Goleniowie.

W odpowiedzi z 14 października 2025 roku burmistrz Goleniowa wyjaśnił, że zgodnie z obowiązującymi przepisami szkoła ma obowiązek zapewnienia uczniom możliwości spożycia jednego gorącego posiłku dziennie, jednak jest to świadczenie odpłatne i dobrowolne. Rodzice uczniów korzystających ze stołówki pokrywają koszty surowców użytych do przygotowania posiłków, natomiast w przypadku korzystania z usług cateringowych — także inne koszty, takie jak obsługa i funkcjonowanie jadalni.

Burmistrz wskazał, że ustawodawca nie przewidział dodatkowego finansowego obowiązku po stronie gmin w związku z wprowadzeniem art. 106a ustawy Prawo oświatowe.

Odnosząc się do propozycji, by gmina Goleniów przejęła część kosztów żywienia, burmistrz poinformował, że wdrożenie takiego rozwiązania – na wzór Nowogardu – oznaczałoby ogromne obciążenie finansowe.

„Przy założeniu, że rodzic płaci 4 zł, a gmina 11 zł za posiłek, przy ok. 4000 uczniów i dzieciach przedszkolnych, roczny koszt dla budżetu gminy wyniósłby około 8,8 mln zł” – czytamy w piśmie.

Władze Goleniowa podkreślają, że obecnie budżet na rok 2026 jest w końcowej fazie przygotowań i nie pozwala na zabezpieczenie takich środków. Burmistrz zaznaczył również, że gmina już teraz ponosi znaczne wydatki związane z odciążeniem rodzin — m.in. poprzez zwolnienie z opłat za przedszkola w czasie przekraczającym podstawę programową oraz dotowanie żłobków prowadzonych przez podmioty zewnętrzne.

Na zakończenie burmistrz zapowiedział, że temat odpłatności za posiłki będzie jednym z wielu elementów wymagających merytorycznej analizy i oceny potrzeb w najbliższym czasie.

Goleniów kupi automatyczną paczkowarkę do wody pitnej …

0

Goleniów kupi automatyczną paczkowarkę do wody pitnej …

Gmina Goleniów ogłosiła postępowanie przetargowe na dostawę i montaż fabrycznie nowej, automatycznej paczkowarki do wody pitnej. Urządzenie ma być wyposażone w system dezynfekcji wody i folii promieniami UV oraz zestaw folii do pakowania. Jak wynika z dokumentacji przetargowej, celem inwestycji jest zapewnienie możliwości szybkiego i bezpiecznego paczkowania wody wodociągowej na wypadek sytuacji kryzysowych – takich jak awarie sieci, klęski żywiołowe czy zagrożenia wojenne

Nowe urządzenie ma umożliwić ciągłe i higieniczne paczkowanie wody z sieci wodociągowej, tak by można ją było łatwo dystrybuować wśród mieszkańców w sytuacjach awaryjnych. Paczkowarka będzie mobilna, co pozwoli na szybkie przemieszczenie jej w miejsce, gdzie woda jest najbardziej potrzebna.

Zamówienie obejmuje nie tylko dostawę i montaż sprzętu, ale także jego uruchomienie i przekazanie do użytku. Wykonawca będzie miał 30 dni na realizację umowy od momentu jej podpisania. W dokumentacji nie przewidziano możliwości składania ofert częściowych ani wariantowych.

Oferty oceniane będą według dwóch kryteriów: ceny (60 punktów) oraz długości gwarancji i rękojmi (40 punktów). Minimalny okres gwarancji wynosi 24 miesiące, a maksymalny – 60 miesięcy. Najkorzystniejsza oferta zostanie wybrana na podstawie sumy punktów przyznanych w obu kryteriach.

Postępowanie prowadzone jest w trybie podstawowym na mocy art. 275 pkt 1 ustawy Prawo zamówień publicznych. Oferty można składać wyłącznie w formie elektronicznej za pośrednictwem Platformy Przetargowej Gminy Goleniów (https://goleniow.logintrade.net).

Gmina nie wymaga wniesienia wadium ani zabezpieczenia należytego wykonania umowy. Nie przewidziano też opcji współfinansowania inwestycji ze środków Unii Europejskiej.

Zakup paczkowarki to element działań Goleniowa mających na celu podniesienie poziomu bezpieczeństwa mieszkańców i przygotowanie gminy na potencjalne sytuacje kryzysowe związane z brakiem dostępu do wody pitnej.

  • Zdjęcie czysto poglądowe

Krzysztof Sypień w „Czasie Reakcji” o zamieszaniu z płatnymi przejazdami młodzieży do szkoły

0

Krzysztof Sypień w „Czasie Reakcji” o zamieszaniu z płatnymi przejazdami młodzieży do szkoły …

Dnia 31.10.2025r. w programie „Czas Reakcji” na antenie Radia Szczecin burmistrz Krzysztof Sypień odniósł się do sprawy opłat za dojazdy uczniów szkół średnich do Zespołu Szkół nr 1 Goleniowie.

Temat wzbudził zainteresowanie mieszkańców po informacjach, że młodzież ponadpodstawowa po zmianie przewoźnika, była obciążana kosztami przejazdu do szkoły– około 160 zł miesięcznie.

Burmistrz potwierdził, że do Urzędu Miasta i Gminy dotarły sygnały o tym, iż uczniowie szkół średnich muszą uiszczać opłatę u przewoźnika. – „Zareagowaliśmy niezwłocznie i przystąpiliśmy do weryfikacji sytuacji” – powiedział Krzysztof Sypień.

Pan burmistrz  wyjaśnił, problem i potwierdził, iż kłopot pojawił się po zmianie przewoźnika, a dotyczył przede wszystkim zbyt małej liczby miejsc w autobusach bezpłatnej komunikacji miejskiej w godzinach największego natężenia ruchu.

W reakcji na zgłoszenia gmina zwróciła się do operatora komunikacji miejskiej, by w newralgicznych godzinach porannych i popołudniowych podstawiał większe autobusy. Dzięki temu uczniowie szkół średnich mogą obecnie korzystać z bezpłatnej komunikacji miejskiej, tak jak wszyscy mieszkańcy gminy.

Jak powiedział burmistrz Sypień urząd dostał informację, że w tych godzinach kursują składy przewożące dwukrotnie większą liczbę pasażerów niż wcześniej, a młodzież licealna korzysta z komunikacji miejskiej bez opłat, ta jak każdy jeden mieszkaniec.

Burmistrz dodał, że wcześniejsze problemy miały charakter incydentalny i zostały już rozwiązane.

Podkreślenia wymaga fakt, iż zgodnie z przepisami prawa oświatowego, gmina nie ma obowiązku finansowania transportu dla uczniów szkół średnich, ponieważ obowiązek ten dotyczy wyłącznie uczniów szkół podstawowych, dla których droga do szkoły przekracza określony dystans (3 km dla klas I–IV i 4 km dla klas V–VIII).

Burmistrz zapewnił, że sytuacja wróciła do normy, a komunikacja miejska funkcjonuje obecnie bez zakłóceń.

– „Wszystko wskazuje na to, że problem został rozwiązany” – podsumował.

Dlaczego samorząd nie powinien wydawać gazety gminnej? – Bogdan Czaplicki Wójt Gminy Przybiernów

0
Dlaczego samorząd nie powinien wydawać gazety gminnej? – Bogdan Czaplicki Wójt Gminy Przybiernów (czyli o tym, że nawet najlepsze intencje czasem kończą się w drukarni)
Moje nocne przemyślenia. Nie musisz się z nimi zgadzać. Ale uszanuj je.
W teorii brzmi to pięknie. Gmina, która dba o mieszkańców, informuje ich o inwestycjach, sukcesach lokalnych szkół, nowych placach zabaw i konkursie na najpiękniejszy ogródek. Gazeta gminna ma być pomostem między władzą a obywatelem, przykładem przejrzystości i źródłem rzetelnej informacji. W teorii.
W praktyce bywa jednak nieco inaczej. Z czasem „gazeta informacyjna” coraz częściej przypomina… biuletyn sukcesu. Na pierwszej stronie uśmiechnięty wójt przecina wstęgę, w środku burmistrz wręcza dyplomy, a na końcu sołtys dziękuje wszystkim za „owocną współpracę”. I choć każdy z tych momentów ma swoje znaczenie, trudno nie zauważyć, że krytyczne głosy – te mniej wygodne – jakoś dziwnie znikają między kolumnami.
1. Informacja czy propaganda?
Samorządowa gazeta ma trudny orzech do zgryzienia: jak pisać o sobie obiektywnie? To trochę jak wystawiać sobie samemu świadectwo z zachowania. Oczywiście można próbować, ale zawsze istnieje pokusa, by postawić sobie „wzorowe”. Z czasem więc gazeta, zamiast pełnić funkcję informacyjną, staje się narzędziem autopromocji – subtelnej, lecz skutecznej.
2. Nierówna konkurencja z lokalnymi mediami
Na lokalnym rynku prasy każda złotówka się liczy. Gdy gmina wydaje własny tytuł za publiczne pieniądze, konkurencyjne redakcje – które muszą utrzymać się z reklam i prenumeraty – mają trudniej. To trochę tak, jakby wójt otworzył własną piekarnię i sprzedawał chleb po kosztach z budżetu gminy. Nie jest to zabronione, ale czy fair?
3. Samorząd to nie redakcja
Rzetelne dziennikarstwo wymaga niezależności, krytycznego myślenia i odwagi stawiania trudnych pytań. Tymczasem urząd – z natury rzeczy – nie może być krytyczny wobec samego siebie. Nie dlatego, że nie chce, tylko dlatego, że to po prostu nie jego rola. Od tego są media, kontrola społeczna, a nie dział promocji urzędu.
4. Internet zrobił to lepiej – ale z głową
W erze mediów społecznościowych gmina nie potrzebuje papierowego miesięcznika, żeby komunikować się z mieszkańcami. Strona internetowa, profil na Facebooku czy newsletter – to tańsze, szybsze i bardziej interaktywne sposoby na przekazywanie informacji.
Ale warto pamiętać, że Facebook to nie Hyde Park. To nie miejsce na sianie nienawiści, przedstawianie fałszywych informacji czy toczenie bezsensownych dyskusji, które bardziej dzielą niż łączą. Komunikacja online powinna służyć dialogowi, nie awanturom. Zasada jest prosta: mniej emocji, więcej faktów.
5. Gazeta bez pluralizmu to echo, nie dialog
Demokracja lubi różnorodność opinii. Jeśli wszystkie artykuły chwalą, a nikt nie zadaje trudnych pytań – nie mamy debaty, tylko monolog. A monologi, jak wiadomo, bywają nużące.
Na koniec – z dystansem
Nie chodzi o to, by samorząd miał zakaz mówienia o swoich działaniach. Wręcz przeciwnie – mieszkańcy powinni wiedzieć, co dzieje się w ich gminie. Ale może zamiast drukować gazetę za publiczne pieniądze, lepiej wspierać lokalne, niezależne media, które zrobią to profesjonalnie i – co ważne – z dystansem.
Bo jeśli każda gmina ma swoją gazetę, to kto jeszcze odważy się zapytać: „a dlaczego ten plac zabaw kosztował dwa razy więcej, niż planowano?”
Bogdan Czaplicki 

Między Heimat a ojczyzną: głos historyka przeciw kultowi niemieckich reliktów

0
Między Heimat a ojczyzną: głos historyka przeciw kultowi niemieckich reliktów …
Szanowni Państwo,
Jako historyk, pragnę wyrazić zdecydowany sprzeciw wobec praktyk kultywowania – a tym bardziej odnawiania – materialnych reliktów niemieckiej przeszłości w przestrzeni publicznej Goleniowa.
Nie chodzi tu o negację faktów historycznych, lecz o świadomy wybór narracji, która szanuje traumę i wkład tych, którzy po 1945 roku uczynili z tych ziem Polskę.
Niemieckojęzyczne tablice pamiątkowe, upamiętniające wydarzenia z epoki przedwojennej czy wojennej, nie są neutralnymi artefaktami – pełnią funkcję symboli dominacji kulturowej, która w powojennym kontekście może budzić uzasadnione kontrowersje. Ich obecność w krajobrazie miejskim nie służy edukacji historycznej, lecz raczej konserwuje narrację o „utraconym Heimat”, marginalizując doświadczenia polskich repatriantów.
Proponuję zatem ich konsekwentne usunięcie z przestrzeni publicznej i przeniesienie do jednego, starannie zaprojektowanego miejsca muzealnego – np. w ramach ekspozycji poświęconej wielowarstwowej historii regionu. Tam, w kontekście naukowym, mogą stać się narzędziem refleksji, a nie elementem codziennego krajobrazu.
Szczególnie niepokojąca jest działalność Stowarzyszenia „Biały Grosz”, które zdaje się koncentrować na restauracji niemieckich śladów, pomijając fundamentalny akt budowy polskości.
To pierwsi repatrianci – przybyli tu często w bydlęcych wagonach, z walizkami pełnymi nie tylko dobytku, ale i pamięci o Kresach – wnieśli tu esencję polskości. Byli to przede wszystkim Polacy z Wołynia, Podola, Wileńszczyzny, Polesia i Galicji Wschodniej, wysiedleni w ramach tzw. „akcji repatriacyjnej” na podstawie porozumień jałtańskich i poczdamskich.
W latach 1944–1946 do powiatu goleniowskiego dotarło ponad 20 tysięcy osób – w większości kobiety, dzieci i starcy, bo mężczyźni często pozostawali w partyzantce lub ginęli w walkach z UPA i NKWD.
Przybywali często w skrajnym ubóstwie. Ich pierwsze zimy w Goleniowie to głód, tyfus i mróz w nieogrzewanych poniemieckich kamienicach. Mimo to w ciągu kilku lat zbudowali miasto: uruchomili piekarnie, młyny, warsztaty rzemieślnicze; założyli spółdzielnie rolnicze; otworzyli polskie szkoły, w których uczono dzieci po polsku. To repatrianci, a nie administracja centralna, byli prawdziwymi budowniczymi powojennej polskości – ich ręce kładły cegły w odbudowanych kościołach, ich głosy brzmiały w pierwszych mszach w języku polskim, ich dzieci nosiły imiona po dziadkach z Kresów.
Ich praca, poświęcenie i kultura zasługują na upamiętnienie w centrum narracji lokalnej: pomniki, tablice, wystawy.
Proponuję konkretnie:  Pomnik Pierwszych Repatriantów z napisem: „Z Kresów przywieźliśmy Polskę”.
To oni, a nie relikty poprzedniego porządku, powinni być punktem odniesienia dla goleniowskiej tożsamości.
Warto przy tym podkreślić asymetrię pamięci: w Goleniowie zadbaliśmy o niemieckie cmentarze z godnością – przekształcając je w zadbane parki pamięci. Tymczasem na dawnych Kresach Wschodnich setki polskich nekropolii zniknęły pod blokowiskami, parkingami czy hałdami odpadów.
Ta dysproporcja nie usprawiedliwia wandalizmu, lecz obliguje do refleksji nad tym, komu i dlaczego przyznajemy przestrzeń w naszej pamięci zbiorowej.
Poniżej fotografia kamienia pamięci z parku przy ulicy Szczecińskiej. Widoczne napisy znajdują się na jego spodzie.