Facebook zamiast urzędu? Wątpliwości wokół profilu burmistrza Gminy Goleniów

0

Facebook zamiast urzędu? Wątpliwości wokół profilu burmistrza Gminy Goleniów

Czy burmistrz gminy może prowadzić w mediach społecznościowych profil, który formalnie nazywa prywatnym, a faktycznie służy do komunikowania spraw publicznych? Odpowiedź na to pytanie coraz częściej nurtuje mieszkańców i radnych Rady Miejskiej. Wątpliwości pogłębia odpowiedź burmistrza Krzysztof Sypień na interpelację radnego Roberta Kuszyńskiego, dotyczącą charakteru profilu „Krzysztof Sypień – Burmistrz Gminy Goleniów” w mediach społecznościowych.

Oficjalne kanały – ale tylko z nazwy?

W swojej odpowiedzi burmistrz podkreśla, że gmina posiada oficjalne kanały komunikacji, w tym profil „Gmina Goleniów”, który – według niego – jest jedynym właściwym źródłem rzetelnych informacji o działaniach samorządu. Sam fakt istnienia oficjalnego profilu gminy nie budzi kontrowersji. Problem pojawia się jednak w momencie, gdy równolegle funkcjonuje inny kanał, prowadzony przez burmistrza, na którym regularnie pojawiają się informacje dotyczące spraw publicznych.

Odpowiedź burmistrza nie odnosi się do tego, czy informacje publikowane na jego profilu są tożsame z komunikatami gminy, czy pojawiają się wcześniej lub wyłącznie tam. Nie wyjaśnia też, czy mieszkańcy, którzy nie obserwują prywatnego profilu burmistrza, mają zapewniony równy dostęp do tych samych treści.

„Profil prywatny”, ale z funkcją w nazwie

Burmistrz konsekwentnie określa swój profil jako prywatny, podkreślając, że prowadzi go osobiście, a publikowane treści mają charakter autorski i informacyjny. Trudno jednak pominąć fakt, że już sama nazwa profilu zawiera pełnioną funkcję publiczną. To nie jest neutralne konto osoby prywatnej, lecz profil jednoznacznie identyfikowany z urzędem burmistrza.

W praktyce oznacza to, że odbiorcy nie mają wątpliwości, w jakiej roli występuje autor publikowanych treści. Każda informacja o inwestycjach, naborach, wydarzeniach czy działaniach gminy jest odbierana jako komunikat organu wykonawczego, niezależnie od tego, jak burmistrz sam definiuje charakter konta.

Ucieczka w definicje

W odpowiedzi pada stwierdzenie, że profil burmistrza nie jest oficjalnym kanałem komunikacji ani Urzędu Gminy, ani Rady Miejskiej. To sformułowanie jest formalnie poprawne, ale jednocześnie omija sedno problemu. Interpelacja nie dotyczyła bowiem tego, czy profil należy do urzędu jako instytucji, lecz czy jest wykorzystywany do wykonywania funkcji publicznej przez burmistrza.

Tego rozróżnienia w odpowiedzi zabrakło. Burmistrz nie odnosi się do kwestii, czy jego profil pełni w praktyce rolę kanału komunikacji organu wykonawczego gminy, choć właśnie to jest źródłem kontrowersji.

Selekcja informacji i brak standardów

Szczególne wątpliwości budzi fragment, w którym burmistrz podkreśla, że samodzielnie decyduje o zakresie i formie publikowanych treści. W kontekście profilu wykorzystywanego do informowania o sprawach publicznych oznacza to pełną uznaniowość: wybór tematów, wydarzeń, inicjatyw i komentarzy zależy wyłącznie od jednej osoby.

Odpowiedź nie porusza kwestii moderacji, blokowania użytkowników ani zasad dostępu do informacji. Nie wiadomo, czy mieszkańcy krytyczni wobec burmistrza mają taki sam dostęp do treści jak jego zwolennicy, ani według jakich kryteriów podejmowane są decyzje o usuwaniu komentarzy czy ograniczaniu widoczności.

Przykłady, które nie zamykają sprawy

Odnosząc się do wskazanych w interpelacji przykładów, burmistrz tłumaczy, że wydarzenie „Drużyna Św. Mikołaja” nie było sponsorowane przez gminę ani burmistrza, a informacja o zakończeniu naboru do Budżetu Obywatelskiego miała jedynie charakter ogólny. Oba wyjaśnienia dotyczą jednak kwestii finansowych i formalnych, nie odpowiadając na zasadnicze pytanie: dlaczego informacje tego typu pojawiają się na prywatnym profilu burmistrza, a nie wyłącznie w oficjalnych kanałach gminy.

Nie wiadomo również, czy wszystkie inicjatywy społeczne mają równy dostęp do „zasięgu” burmistrzowskiego profilu oraz czy komunikaty proceduralne są publikowane równolegle i w tym samym czasie na oficjalnych stronach gminy.

Nierozstrzygnięta kwestia przejrzystości

Odpowiedź burmistrza sprawia wrażenie próby formalnego zamknięcia dyskusji poprzez nazwanie profilu prywatnym. Tymczasem w praktyce pozostaje wiele pytań o przejrzystość, równość dostępu do informacji i standardy komunikacji władzy z mieszkańcami. W dobie mediów społecznościowych granica między prywatnym a publicznym przestaje być deklaracją – staje się faktem wynikającym ze sposobu użycia danego narzędzia.

Dopóki te wątpliwości nie zostaną jednoznacznie wyjaśnione, trudno uznać sprawę za zamkniętą. Profil burmistrza, nawet jeśli formalnie prywatny, w praktyce pełni bowiem rolę znacznie wykraczającą poza osobistą komunikację. A to rodzi pytania, których nie da się rozbroić jednym zdaniem o „profilu prywatnym”.

Link do odpowiedzi na interpelację Radnego Roberta Kuszyńskiego TUTAJ

Źródło foto – Gmina Goleniów FB

Zielone światło, którego brakuje. Piesi od lat zgłaszają problem, urząd pozostaje nieugięty

Zielone światło, którego brakuje. Piesi od lat zgłaszają problem, urząd pozostaje nieugięty …

Problem zbyt krótkiego czasu zielonego światła dla pieszych na skrzyżowaniu ulic J. Słowackiego, Wojska Polskiego oraz Armii Krajowej w Goleniowie wraca jak bumerang. Mieszkańcy od lat zwracają uwagę, że sygnalizacja świetlna nie pozwala na bezpieczne i spokojne pokonanie przejścia dla pieszych. W praktyce wiele osób kończy przechodzenie przez „zebrę” już na czerwonym świetle – nie z wyboru, lecz z konieczności.

Na nieprawidłowo ustawioną sygnalizację uwagę zwracali już radni w poprzedniej kadencji Rady Miejskiej. Każdorazowo spotykali się jednak z odmownymi odpowiedziami ze strony urzędu. Argumentacja była niezmienna – brak potrzeby zmian oraz obawy o płynność ruchu samochodowego.

Temat jednak powraca. Tym razem z interwencją wystąpiła radna Aleksandra Muszyńska-Popielarczyk, składając oficjalny wniosek o wydłużenie czasu zielonego światła dla pieszych na wskazanym skrzyżowaniu. Jak się jednak okazało, również i ona natrafiła na mur urzędniczego sprzeciwu.

W odpowiedzi z dnia 15 grudnia 2025 roku burmistrz poinformował, że nie planuje się wprowadzenia żadnych zmian w funkcjonowaniu sygnalizacji. Jak wskazano w piśmie, urząd wcześniej analizował to skrzyżowanie pod kątem obowiązujących przepisów oraz bezpieczeństwa ruchu drogowego. Zdaniem władz miasta, wydłużenie zielonego światła dla pieszych mogłoby negatywnie wpłynąć na płynność ruchu pojazdów w obrębie skrzyżowania.

Argumenty te od lat budzą jednak wątpliwości wśród mieszkańców. Piesi – w tym osoby starsze, rodzice z dziećmi czy osoby z ograniczoną sprawnością – wskazują, że obecny czas przejścia jest niewystarczający i zmusza ich do przyspieszania kroku lub łamania przepisów. W efekcie to nie komfort ani bezpieczeństwo pieszych, lecz przepustowość dla samochodów zdaje się być priorytetem.

Szczególnie istotny jest fakt, że mimo zmiany kadencji stanowisko urzędu pozostaje niezmienne. Kolejne interpelacje i wnioski radnych kończą się identycznymi odpowiedziami, bez zapowiedzi ponownych pomiarów, obserwacji czy testowych korekt sygnalizacji.

Sprawa skrzyżowania J. Słowackiego, Wojska Polskiego i Armii Krajowej staje się tym samym symbolem szerszego problemu – braku realnego dialogu z mieszkańcami w kwestiach codziennego bezpieczeństwa. Choć piesi formalnie są pełnoprawnymi uczestnikami ruchu drogowego, w praktyce ich potrzeby nadal przegrywają z interesem kierowców i urzędniczą rutyną.

Na razie nic nie wskazuje na to, by sytuacja miała się zmienić. Zielone światło dla pieszych wciąż gaśnie zbyt szybko – i to nie tylko na przejściu, ale również w podejściu miasta do tego problemu.

​I Forum Gospodarcze Koszalina: Od technologii Smart City po globalny eksport

​I Forum Gospodarcze Koszalina: Od technologii Smart City po globalny eksport

​Pierwsza edycja Forum Gospodarczego w Koszalinie zgromadziła przedstawicieli rządu, samorządu oraz wybitne osobowości świata biznesu i sportu. Wydarzenie stało się fundamentem nowej strategii rozwoju regionu, stawiając na innowacje, synergię z portami morskimi, lotniczymi i profesjonalne wsparcie w ekspansji zagranicznej.

​Forum otworzył Prezydent Koszalina Tomasz Sobieraj, zaznaczając, że miasto staje się kluczowym punktem na gospodarczej mapie Pomorza Zachodniego. Partnerami wydarzenia byli: Polska Agencja Inwestycji i Handlu (PAIH) oraz Pomorska Agencja Rozwoju Regionalnego S.A. (zarządzająca Słupską SSE).
​Cyfrowa przyszłość i okno na świat
Wśród gości honorowych znalazł się dr Rafał Rosiński, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Cyfryzacji, który przybliżył koncepcję Smart City. Minister podkreślił, że nowoczesne miasto musi opierać się na danych i technologiach ułatwiających życie mieszkańcom oraz prowadzenie biznesu, co jest naturalnym kierunkiem rozwoju dla Koszalina.
​Ważnym głosem w dyskusji o logistyce był Artur Lijewski, Prezes Zarządu Portu Morskiego Kołobrzeg. Wskazał on na port jako „okno na świat” dla lokalnych przedsiębiorców. Dzięki modernizacji infrastruktury i planom związanym z obsługą morskich farm wiatrowych, kołobrzeski port staje się naturalnym partnerem logistycznym dla firm z koszalińskiej strefy ekonomicznej.
​Pasja w biznesie: Lekcja od mistrza kierownicy
​Niezwykle inspirującym punktem programu było wystąpienie Robina Rogalskiego, utytułowanego kierowcy wyścigowego (GT3 Junior Lamborghini Squadra Corse). Rogalski pokazał, jak mechanizmy znane ze świata sportów motorowych – precyzja, praca pod presją czasu i ciągłe dążenie do doskonałości – przekładają się na sukces w biznesie i budowanie silnej marki osobistej.
PAIH wzmacnia zespół i ofertę dla regionu
​Ekspert PAIH, Łukasz Szeląg, w swoim wystąpieniu skupił się na praktycznych aspektach podboju rynków międzynarodowych:
​- PAIH aktywnie wspiera polskie firmy w ekspansji zagranicznej. Nasza sieć ponad 50 Zagranicznych Biur Handlowych to realne narzędzie dla firm z Koszalina, by bezpiecznie i skutecznie zaistnieć na rynkach azjatyckich, amerykańskich czy europejskich. Nie tylko doradzamy, ale łączymy bezpośrednio z kontrahentami – podkreślił Łukasz Szeląg.
​Wydarzenie było także okazją do ogłoszenia ważnej informacji kadrowej. Od grudnia do zespołu PAIH na Pomorzu Zachodnim dołączyła Żaneta Kwapisz z Koszalina. Jej obecność ma zapewnić przedsiębiorcom ze Środkowego Pomorza jeszcze łatwiejszy dostęp do instrumentów wsparcia eksportu oraz zacieśnić współpracę Agencji z lokalnym biznesem.

Nieczynne apteki w niedziele i święta. Mieszkaniec pyta: co z chorymi i seniorami?

0

Nieczynne apteki w niedziele i święta. Mieszkaniec pyta: co z chorymi i seniorami?

Do redakcji wpłynęła wiadomość od jednego z czytelników, który zwrócił uwagę na problem dostępności aptek w Goleniowie w niedziele oraz święta. Mieszkaniec nie kryje oburzenia i wprost określa sytuację jako „żenującą”, wskazując, że w mieście powiatowym po godzinie 15.00 w niedzielę nie działa żadna apteka, w której można zrealizować receptę, natomiast w dni świąteczne żadna apteka w Goleniowie dyżuru nie pełni.

Jak podkreśla autor wiadomości, w praktyce oznacza to konieczność wyjazdu do Nowogard lub do Szczecin. Dla osób starszych, przewlekle chorych, niemających prawa jazdy lub dostępu do transportu taka sytuacja bywa barierą nie do pokonania. Czytelnik pyta wprost: jak w nagłych przypadkach mają sobie radzić mieszkańcy Goleniowa?

Problem nie jest nowy. W niedziele po godzinie 15.00 oraz w dni świąteczne na terenie miasta Goleniów nie ma możliwości wykupienia recepty. Jest to szczególnie dotkliwe, biorąc pod uwagę fakt, że w mieście funkcjonuje całodobowa opieka lekarska. Pacjenci korzystający z pomocy medycznej otrzymują recepty, których – w praktyce – nie mogą zrealizować na miejscu.

Czy taka sytuacja jest zgodna z prawem? Tak. Zmiana przepisów sprawiła, że starostwa powiatowe nie mają już obowiązku zapewniania całodobowego dyżuru aptek w jednym z miast powiatu. Obecnie wymagany jest jedynie kilkugodzinny dyżur, który – zgodnie z obowiązującymi zasadami – jest realizowany przez apteki w Goleniowie w określonych godzinach. W dni świąteczne dyżur apteczny przypada aptece w Nowogardzie, natomiast całodobowo czynna apteka znajduje się w Szczecinie.

Temat dyżurów aptecznych był wielokrotnie poruszany w rozmowach zarówno z władzami powiatu, jak i gminy. Samorządy podkreślają, że przeprowadzono rozeznanie wśród lokalnych aptek. Z ich deklaracji wynika, że w godzinach nocnych i świątecznych zainteresowanie realizacją recept było minimalne. Jak wskazywano, osoby pojawiające się w aptekach w porze nocnej najczęściej kupowały leki przeciwbólowe lub środki antykoncepcyjne, a przypadki pilnej realizacji recept zdarzały się sporadycznie.

Nie bez znaczenia jest także aspekt ekonomiczny. Apteki są podmiotami prywatnymi, a utrzymywanie dyżurów w godzinach, w których niemal nie ma klientów, jest dla nich nieopłacalne. Z tego powodu ani powiat, ani gmina nie są obecnie zobowiązane do finansowania całodobowych dyżurów aptecznych.

Pozostaje jednak kwestia społeczna. Pojawia się pytanie, czy mieszkańcy rzeczywiście oczekują przywrócenia dyżurów aptek w niedziele i święta, nawet jeśli oznaczałoby to dodatkowe koszty po stronie samorządów. Jeśli takie oczekiwanie jest realne i powszechne, temat może wrócić na agendę lokalnych władz. Na razie jednak obowiązujące przepisy oraz stanowisko aptek sprawiają, że problem – mimo emocji i głosów niezadowolenia – pozostaje nierozwiązany.

Poniżej przedstawiamy grafik aptek na kolejne świąteczne dni:

Apteka Gemini na ul. Grunwaldzkiej 4 w Goleniowie czynna jest w dniach:

31.12.2025 r. w godz. 8:00-16:00

Apteka Centrum Zdrowia na ul. 700-Lecia 21 w Nowogardzie czynna jest w dniach:

31.12.2025 r. w godz. 8:00-18:00

Seniorka kontra system. Emerytka z Goleniowa zapowiada pozew przeciwko GTBS i gminie

0

Seniorka kontra system. Emerytka z Goleniowa zapowiada pozew przeciwko GTBS i gminie Goleniów …

70-letnia emerytka z Goleniowa zapowiada skierowanie sprawy do sądu po miesiącach bezskutecznej korespondencji z zarządcą lokalu i gminą. Chodzi o mieszkanie komunalne znajdujące się w zasobach gminnych, zarządzane przez Goleniowskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego, w którym – jak wynika z dokumentów – występowały poważne problemy z instalacją elektryczną.

Sprawa dotyczy nie tylko technicznego stanu lokalu, ale także odpowiedzialności za jego utrzymanie oraz sprzecznych stanowisk przedstawianych przez zarządcę.

Lokal komunalny i status GTBS

Mieszkanie, do którego seniorka została przeniesiona 25 października 2024 roku, należy do Mieszkaniowych Zasobów Komunalnych, będących własnością Gmina Goleniów. GTBS występuje w tej sprawie jako pełnomocnik wynajmującego, a nie właściciel lokalu.

Zarządca podkreśla, że lokal stanowi zasób publiczny, a jego status prawny jest odmienny od lokali należących do przedsiębiorców. Jednocześnie GTBS wskazuje, że w dniu przekazania mieszkania instalacja elektryczna była sprawna i objęta ważnymi przeglądami technicznymi do 2026 roku.

Dokumenty, które nie są ze sobą spójne

Z dokumentów znajdujących się w posiadaniu emerytki – oraz redakcji – wynika jednak istotna rozbieżność w stanowisku GTBS.

W piśmie po oględzinach przeprowadzonych 23 grudnia 2024 roku GTBS potwierdziło, że część instalacji elektrycznej w lokalu nie działa prawidłowo. Zlecono wykonanie kosztorysu kompleksowej wymiany instalacji wraz z pracami budowlanymi, a koszt całości oszacowano na 30 500 zł. Sam fakt sporządzenia takiej wyceny wskazuje, że problem miał charakter szerszy niż drobna usterka.

Jednocześnie w kolejnych pismach GTBS utrzymuje, że:

  • instalacja była sprawna w dniu wydania lokalu,

  • przegląd pięcioletni z lutego 2021 roku nie wykazał nieprawidłowości,

  • brak było podstaw do wcześniejszej modernizacji,

  • a pierwsze zgłoszenie nastąpiło dopiero po ponad miesiącu użytkowania mieszkania.

W ocenie seniorki – oraz jej pełnomocnika – taka argumentacja stanowi próbę uchylenia się od odpowiedzialności. Z jednej strony bowiem zarządca potwierdza istnienie wad i konieczność kompleksowej wymiany instalacji, z drugiej twierdzi, że lokal wad nie posiadał.

Mieszkanie z ograniczoną przydatnością

Bezsporne pozostaje, że od końca 2024 roku do lipca 2025 roku lokal miał ograniczoną przydatność do użytkowania. Najemczyni nie mogła bezpiecznie korzystać z urządzeń AGD, dochodziło do awarii pieca gazowego, a w okresie zimowym mieszkanie pozostawało bez ogrzewania.

Kompleksowa wymiana instalacji nie została przeprowadzona z powodu braku środków finansowych w 2025 roku. Wykonano jedynie doraźne naprawy oraz zwrócono koszty uszkodzonego pieca. Modernizacja instalacji zakończyła się dopiero 17 lipca 2025 roku.

Emerytka domaga się obniżenia czynszu za okres od 25 października 2024 roku do 17 lipca 2025 roku, wskazując, że lokal nie spełniał w tym czasie podstawowych standardów użytkowych.

Obraz budynku: zaniedbania widoczne gołym okiem

Redakcja była na miejscu. Niezależnie od sporów dokumentowych dotyczących instalacji elektrycznej, stan części wspólnych budynku budzi poważne zastrzeżenia.

Klatka schodowa do dziś nie została odmalowana po pożarze, który miał miejsce kilka lat temu. Strych oraz piwnice znajdują się w złym, miejscami opłakanym stanie technicznym. Widoczne są zaniedbania, które przeczą twierdzeniom o właściwej i regularnej dbałości o zasób komunalny.

Zdaniem lokatorów, budynek sprawia wrażenie obiektu zapomnianego przez właściciela i zarządcę, a zgłoszenia mieszkańców nie przekładają się na realne działania remontowe.

Sprawa trafi do sądu

Seniorka skorzystała z pomocy prawnika i zapowiada dochodzenie swoich roszczeń na drodze sądowej. Podstawą mają być zgromadzone dokumenty, korespondencja z GTBS i gminą oraz faktyczny okres, w którym lokal nie nadawał się do pełnowartościowego użytkowania.

Spór ten może stać się precedensem dla innych najemców lokali komunalnych, którzy – mimo formalnie „ważnych przeglądów” – mierzą się z realnymi problemami technicznymi i brakiem skutecznej reakcji ze strony instytucji publicznych.

  • Zdjęcie czysto poglądowe

Kiedy krytyka staje się hejtem? O niebezpiecznym nadużywaniu pojęć w debacie publicznej

0

Kiedy krytyka staje się hejtem? O niebezpiecznym nadużywaniu pojęć w debacie publicznej

W debacie publicznej coraz częściej obserwujemy zjawisko nadużywania słowa „hejt”. Termin, który pierwotnie opisywał mowę nienawiści, dziś bywa stosowany jako wygodne narzędzie do dyskredytowania wszelkiej krytyki – także tej rzeczowej, uzasadnionej i potrzebnej w demokratycznym państwie. Szczególnie często sięgają po nie osoby sprawujące władzę, dla których niewygodne pytania lub opinie stają się rzekomym „atakiem”.

Tymczasem krytyka i hejt to pojęcia zasadniczo różne – zarówno w sensie społecznym, jak i prawnym.

Czym jest krytyka?
Krytyka to forma oceny działań, decyzji lub zaniechań – najczęściej osób publicznych, instytucji lub projektów realizowanych ze środków publicznych. Jej celem jest wskazanie błędów, nieprawidłowości lub obszarów wymagających poprawy. Może być ostra, emocjonalna, a nawet nieprzyjemna, ale opiera się na faktach, argumentach i odnosi się do konkretnych działań, a nie do cech osobistych ( np. łysy, brzydka, szczerbaty ).

W społeczeństwie obywatelskim krytyka pełni funkcję kontrolną. Jest jednym z fundamentów wolnych mediów, aktywności obywatelskiej i transparentności władzy. Bez niej nie ma realnej odpowiedzialności osób decyzyjnych.

Czym jest hejt?
Hejt (mowa nienawiści) to wypowiedzi, których celem jest poniżenie, zastraszenie lub odczłowieczenie drugiej osoby lub grupy. Opiera się na obelgach, groźbach, dehumanizacji, często odwołuje się do cech takich jak pochodzenie, płeć, wygląd, wyznanie czy orientacja. Nie dotyczy działań, lecz osoby – i nie ma na celu poprawy rzeczywistości, lecz zadanie krzywdy.

Granica, którą coraz częściej się zaciera
Problem zaczyna się w momencie, gdy każda krytyczna wypowiedź – nawet poparta dokumentami, analizą czy relacjami świadków – zostaje nazwana „hejtem”. To zabieg wygodny, bo pozwala odwrócić role: krytyk staje się agresorem, a osoba krytykowana – ofiarą. W ten sposób unika się merytorycznej odpowiedzi i odpowiedzialności.

Szczególnie niepokojące jest, gdy takie praktyki stosują przedstawiciele władzy publicznej. Nadużywanie pojęcia hejtu prowadzi do tłumienia debaty, zastraszania obywateli i delegitymizowania mediów. W dłuższej perspektywie osłabia zaufanie społeczne i prowadzi do autocenzury.

Dlaczego precyzja języka ma znaczenie
Słowa kształtują rzeczywistość. Jeśli wszystko staje się hejtem, to nic nim nie jest. Prawdziwe ofiary mowy nienawiści tracą ochronę, a społeczeństwo traci zdolność rozróżniania agresji od krytyki. To niebezpieczne uproszczenie, które służy silniejszym kosztem słabszych.

Demokracja nie polega na tym, że władza jest chwalona, lecz na tym, że może być rozliczana. Krytyka – nawet niewygodna – nie jest atakiem. Jest prawem.

Nie mylmy pojęć
Odpowiedzialna debata publiczna wymaga rozróżniania. Hejt należy potępiać i zwalczać. Krytykę – wysłuchać, przeanalizować i na nią odpowiedzieć. Nadużywanie pojęcia hejtu nie chroni debaty publicznej. Przeciwnie – stopniowo ją niszczy.

„Z Kresów przywieźliśmy Polskę” – hołd wszystkim, którzy budowali polski Goleniów

„Z Kresów przywieźliśmy Polskę” – hołd wszystkim, którzy budowali polski Goleniów
Drodzy Mieszkańcy Gminy Goleniów, Przyjaciele i Wszyscy, którym bliska jest historia naszego miasta,
Z wielką radością i wzruszeniem pragnę podzielić się z Wami aktualnymi informacjami na temat inicjatywy budowy pomnika poświęconego pierwszym osadnikom – tym, którzy po II wojnie światowej przybyli do Goleniowa.
To oni, w trudnych warunkach powojennego chaosu, z bagażem wspomnień i nadziei, odbudowali nasze miasto, nadając mu polski charakter. Proponowany napis na pomniku – „Z Kresów przywieźliśmy Polskę” – doskonale oddaje istotę ich poświęcenia: nie tylko przywieźli dobytek, ale przede wszystkim wartości, tradycję i niezłomnego ducha polskości, który pozwolił stworzyć ze zniszczonego Gollnow polski Goleniów.
Przede wszystkim chciałbym serdecznie podziękować za ogromne zainteresowanie tą ideą. Odkąd podzieliłem się pierwszym pomysłem, otrzymałem dziesiątki wiadomości – pełnych wsparcia, wspomnień rodzinnych i deklaracji pomocy. Niektórzy z Was oferowali konkretne wsparcie organizacyjne, inni dzielili się historiami swoich dziadków czy rodziców, a kilku przesłało nawet gotowe projekty pomnika. To dla mnie dowód, jak głęboko ta sprawa rezonuje w naszych sercach. Wasze zaangażowanie dodaje skrzydeł i potwierdza, że pamięć o pierwszych osadnikach na goleniowskiej ziemi jest żywa.
W odpowiedzi na to szerokie poparcie powołałem Komitet Budowy Pomnika, który będzie koordynował wszystkie działania. To formalny krok, by inicjatywa nabrała realnych kształtów.
Pierwotny pomysł zakładał lokalizację na skwerze przy ruinach dawnej kaplicy św. Jerzego (tzw. „kopel”) – miejscu symbolicznym, bowiem w czasach niemieckich funkcjonował tam katolicki cmentarz, gdzie również chowano pierwszych Polaków przybyłych do Goleniowa po 1945 roku. Później szczątki przeniesiono na cmentarz przy ul. Przestrzennej. Niestety, ta lokalizacja okazała się nieosiągalna ze względu na konserwatora zabytków, który sprawuje nadzór nad całym terenem skweru.
Aktualnie skupiamy się na nowej, bardzo obiecującej propozycji: alei przed kościołem pw. św. Jerzego. To miejsce nie tylko godne i widoczne, ale też głęboko związane z historią polskiej wspólnoty w Goleniowie – tutaj właśnie, w 1945 roku, odprawiono jedną z pierwszych polskich mszy świętych. Mam nadzieję, że radni Rady Miejskiej przychylą się do tej lokalizacji, widząc w niej idealne połączenie symboliki historycznej z dostępnością dla mieszkańców.
Ważna informacja dotyczy finansowania: jestem w stałym kontakcie z Instytutem Pamięci Narodowej. Istnieje realna szansa, że IPN pokryje znaczną część kosztów budowy. Złożyłem oficjalne pismo i czekamy na decyzję, która powinna być znana w połowie stycznia.
Pomnik wykona uznana rzeźbiarka Ewa Soroczyńska, a materiał to szlachetny brąz – trwały i godny pamięci tych, którym go poświęcimy.
To na razie wszystkie kluczowe informacje. Będę na bieżąco informował o postępach – zarówno tutaj, jak i poprzez Komitet.
Jeszcze raz dziękuję Wam wszystkim za zainteresowanie, wsparcie i entuzjazm. Razem uczcimy tych, którzy zbudowali polski Goleniów – nasze wspólne dziedzictwo.
Z wyrazami szacunku,
Grzegorz Gwadera

 

KIEDY KRYTYKA BURMISTRZA KOŃCZY SIĘ AUTOCENZURĄ – autor Grzegorz Gwadera

KIEDY KRYTYKA BURMISTRZA KOŃCZY SIĘ AUTOCENZURĄ …
W małych społecznościach, takich jak Goleniów, demokracja lokalna powinna być najbardziej żywa i bezpośrednia – tu władza jest blisko mieszkańców, a mieszkańcy blisko władzy. Tym bardziej niepokojące są sytuacje, gdy zwykły komentarz krytyczny pod wpisem na blogu czy w mediach społecznościowych pojawia się, a po krótkim czasie znika: autorka sama go usuwa i publikuje przeprosiny skierowane bezpośrednio do burmistrza.
Można pomyśleć, że „ktoś zadzwonił, ktoś zasugerował konsekwencje”. I choć nie mamy dowodów na bezpośrednie naciski, sam fakt, że pani, która początkowo odważyła się wyrazić krytyczną opinię o burmistrzu, wkrótce uznała za stosowne wycofać swoje słowa i publicznie przeprosić, mówi wiele o klimacie debaty publicznej.
Wolność słowa w samorządzie nie jest przywilejem burmistrza czy radnych – jest fundamentem, na którym opiera się kontrola społeczna nad władzą.
KIEDY KRYTYKA BURMISTRZA KOŃCZY SIĘ AUTOCENZURĄ - autor Grzegorz Gwadera
Europejski Trybunał Praw Człowieka od lat podkreśla, że osoby pełniące funkcje publiczne muszą znosić szerszą krytykę niż zwykli obywatele, bo ich działania dotyczą publicznych pieniędzy i wspólnego dobra. Krytyka, nawet ostra, dopóki nie przekracza granic zniesławienia, jest nie tylko dozwolona – jest niezbędna. Bez niej samorząd zamienia się w zamknięty krąg, gdzie decyzje o milionowych inwestycjach, promenadach czy domach kultury zapadają bez rzeczywistej dyskusji.
Gdy mieszkanka, która zdobyła się na odwagę wyrażenia wątpliwości, po jakimś czasie sama kasuje swój komentarz i przeprasza burmistrza, to nie jest to przejaw nagle odkrytej uprzejmości. To symptom lęku – przed telefonem, przed sugestią, przed wykluczeniem.
W Goleniowie widzieliśmy już retorykę, która – według radnych opozycji – graniczy z wywieraniem presji i dyskredytowaniem oponentów. Jeśli nawet radni czują się zniechęcani do niezależności, to co dopiero zwykli mieszkańcy?
Prawdziwa siła władzy lokalnej mierzy się nie umiejętnością uciszenia krytyki, lecz zdolnością do jej wysłuchania i odpowiedzi merytorycznej.
Burmistrz, który reaguje na wątpliwości mieszkańców dialogiem, a nie domniemanymi naciskami, buduje zaufanie na lata. Ten, który pozwala na atmosferę, w której ludzie wolą milczeć niż mówić – traci je bezpowrotnie.
W Goleniowie musi być otwarta debata, a nie chłód strachu przed własnym zdaniem. Bo gdy komentarze znikają same, a ich autorki przepraszają – to nie wolność słowa kwitnie, lecz jej przeciwnicy.

PRZEDRUK
Powyzej publikujemy w całości artykuł autorstwa Grzegorza Gwadery, opublikowany pierwotnie na blogu „Goleniów za kurtyną”.

Tekst stanowi opinię autora i nie jest stanowiskiem redakcji Goleniów24.info.
Redakcja nie ingerowała w treść artykułu.

Redakcja informuje, że w przypadku otrzymania stanowiska osoby, której dotyczy artykuł, zostanie ono opublikowane.

Przejść przez piekło … autor Radosław Stopka

0

Przejść przez piekło  … autor Radosław Stopka …

Ktoś obok mówi: „Nie bój się”, ale mocne dudnienie serca zagłusza wszystkie dźwięki. Stoisz nocą przez dywanem z rozżarzonych węgli. Widzisz tylko czerwone kostki, które wyściełają drogę do piekła. Zastanawiasz się chwilę. Ponaglenie osoby za tobą przypomina ci, że trzeba wyruszyć w drogę, przez płonącą ścieżkę, przez strach i przerażenie, przez ciernie do gwiazd. W końcu ruszasz. Wyprostowany, ze wzrokiem utkwionym przed siebie, tak aby nie patrzeć na żar. Nogi podnosisz nieco wyżej, żeby nie szurać stopami po węglach. Pierwszy krok i…. Żeby zrozumieć czym jest próba polegająca na chodzeniu po rozżarzonych węglach trzeba tego doświadczyć na własnej skórze. Dziś postaram się opowiedzieć o całym procesie.

Strach przed ogniem

Ogień daje życie, ciepło i bezpieczeństwo jednocześnie będąc niszczycielskim żywiołem. Jest obecny w wielu sferach naszego życia. W niektórych kulturach urósł do rangi niemal bóstwa. Pokonanie żywiołu jest też procesem inicjacji do różnych grup społecznych, a przede wszystkim przełamaniem własnych słabości. W opisach wielu dawnych ludów i kultur możemy znaleźć zabawy przy ogniu, przeskakiwanie ognisk, czy szałasy potu z ogromnym ogniskiem do wypalania kamieni. W historiach z różnych zakątków świata przytaczane są również wzmianki o „chodzeniu po ogniu”. Takie praktyki były obecne w obrzędach ku czci Apollina w Starożytnym Rzymie. Jednocześnie na drugim końcu świata
Tahitańczycy chodzili po zastygłej lawie. Stulecia później proces ten jest nadal żywy choćby w Bułgarii pod nazwą Nestinarstwo. Współcześnie z chodzeniem po ścieżce z gorących do czerwoności węgli możemy spotkać się w Hunie, naukach szamańskich z Polinezji. Właśnie z tej wiedzy tradycja została zaadaptowana w Europie, również w Polsce. W naszym kraju często spotyka się tego rodzaju próby w ramach warsztatów „Twardej Ścieżki”.

Jak to wygląda?

Ceremonia przejścia zaczyna się dużo wcześniej, tak samo jak w przypadku wielu innych praktyk szamańskich. Bardzo często zanim postawimy pierwszy krok nasz umysł i serce walczy z wątpliwościami już podczas przygotowań. Technicznie wszystko zaczyna się od rąbania drewna i budowy podłużnego ogniska. Razem z zapadnięciem zmroku pojawia się pierwszy płomień, który wkrótce przeradza się w ogromne ognisko. Uczestnicy stoją wokół grając na bębnach, grzechotkach i każdym innym możliwym instrumencie jaki akurat posiadają. Pomaga to psychicznie przygotować się do ceremonii, wzmacnia poczucie siły w grupie i wprowadza uczestników w pewnego rodzaju trans. Zanim uczestnicy wejdą na
rozżarzone węgle prowadzący rozgrabiają niedopalone kawałki drewna równomiernie rozprowadzając żar. Kiedy przychodzi chwila próby biorący udział w ceremonii stają w kolejce zachowując absolutną ciszę. Pierwsze przejście odbywa się w całkowitym skupieniu. Przed próbą dopuszczalne jest zanurzenie stóp w wodzie, ale nie jest to konieczne. Ważne jest żeby nie było to błoto lub inna trwała struktura, która może przylgnąć do stóp i spowodować oparzenie. Dlaczego w większości przypadków śmiałkowie nie doznają oparzeń? Kontakt z rozżarzonymi węglami trwa krótko. Do budowy ogniska używa się rodzajów drewna takich jak buk, olcha lub brzoza, które mają słabe przewodzenie ciepła. Miedzy stopą, a węglami tworzy się cienka warstwa pary, która stanowi izolator. Mimo wszystko zdarzają się lekkie poparzenia, które należy wliczyć w ryzyko przystąpienia do ceremonii. Po przejściu powszechne jest odczucie euforii.

Na co to pomaga?

W świecie strachu, straty i bólu wielu ludzi zamyka się, izoluje i poddaje życiu. Przejście po
węglach o temperaturze około 500 ° C stanowi przełamanie własnych blokad psychicznych i lęków. Złamanie bariery strachu pozwala na nowo uwierzyć w siebie, wprowadza w stan euforii i zwiększa odporność psychiczną osoby podejmującej próbę. Jeżeli dana osoba jest w stanie pokonać żywioł jakim jest ogień jest tak samo zdolna pokonać trudności, które pojawiają się na co dzień w naszym życiu. Najprostszym oswojeniem strachu jest zmierzenie się z nim.

Przeciwwskazania

Próba przejścia po żywym ogniu jest dobrowolna. Nikt nie może nas do tego zmusić. Trudno przytoczyć tutaj fizyczne przeszkody, które kategorycznie zakazywałyby podjęcia wyzwania. Jedynie nasz wewnętrzny lęk może zablokować uczestnictwo w ceremonii.

Moja doświadczenia

Pierwszy raz zetknąłem się z ceremonią przemarszu po rozżarzonych węglach sześć lub siedem lat wstecz. Podczas pierwszej próby zamoczyłem nogi w wodzie, ale błoto które osadziło się na stopie przyczyniło się do oparzenia stopy, które leczyłem około trzech tygodni zachowując to w tajemnicy przed bliskimi. Udało mi się przełamać lęk, ale wiedziałem już wtedy, że muszę spróbować ponownie. Tylko w ten sposób mogłem zmazać schemat myślowy, który utrwaliłem raniąc się w stopę. Mimo przejścia przez ścieżkę ognia w mojej głowie mógł utrwalić się lęk przed oparzeniem. Drugą próbę podjąłem na
warsztatach z „Twardej Ścieżki” prowadzonych przez Jana Szeligę. Prowadzący dokładnie wytłumaczył nie tylko techniczne aspekty ceremonii takie jak odpowiednie stawianie stóp czy trzymanie głowy prosto, tak aby nie patrzeć w ogień, ale również przygotował mnie mentalnie do samej próby. Rozmowa z doświadczoną osobą rozwiała wątpliwości. Mój umysł skupił się i wyciszył. Przyjąłem inny stan świadomości i kolejny raz podjąłem wyzwanie. Udało się przejść kilka razy. Stopy były całe, ale przez kilka kolejnych godzin czułem na nich ciepło. Mogłem chodzić boso po ziemi nie odczuwając chłodu
letniej nocy. Kiedy obmywałem nogi przed snem musiałem to zrobić w zimnej wodzie. Rano nie miałem żadnego śladu na stopach, a wszystkie odczucia zniknęły. Po samym przejściu doznałem, krótkiej euforii. Po pokonaniu własnej słabości serce biło szybciej, a uśmiech mocno zagościł na twarzy. Poczułem, że mogę zdziałać więcej, przejść przez każdy problem. Mocno podbudowałem się psychicznie. W trudnych momentach życia przypominam sobie tą chwilę próbując przywołać wspomnienie zwycięstwa nad samym
sobą.

Podchodząc do ceremonii szamańskich dzielimy los naszych przodków. Wykazujemy odwagę ludzi sprzed tysięcy lat, którzy odważnie brnęli przez życie. Walcząc z żywiołem jakim jest ogień tak naprawdę walczymy z własnymi słabościami. Pokonanie ścieżki z rozżarzonych węgli jest symbolicznym zwycięstwem nad własnym umysłem. Jest to próba dla każdego, choć może skończyć się zranieniem. Mimo tego podejmując ryzyko już jesteśmy zwycięzcami.